Przejdź do głównej zawartości

Posty

Iskra 😉

Pociągnę wątek ogrodowych początków. Tak naprawdę to wszystko zaczęło się od pandemii. Kiedy w marcu 2020 roku weszły w życie ograniczenia wszelkiego rodzaju, wyłączając nas z aktywności w różnych dziedzinach, potrzeba oddechu bez maseczki stała się, przynajmniej dla mnie, bardzo dotkliwa. Mieliśmy to szczęście, że do naszego domu przylegał od dawien dawna  teren zielony od długiego czasu leżący z różnych względów odłogiem.  Kiedyś moja mama miała tam ogród mieszczący się w ówczesnych kanonach. To był typowy ogródek przydomowy, w którym uprawiano warzywa, sadzono drzewka owocowe, a wszystko z myślą, by wykorzystać to dobro w gospodarstwie domowym. Kwiaty także tam były, ale jako dodatek sadzony ot, tak, żeby było w ogródku więcej koloru. Nie lubiłam tam  przebywać. To miejsce  kojarzyło mi się li jedynie z obowiązkiem i pracą w chwilach, które lepiej mogłam wykorzystać na zabawę  z kolegami z podwórka. Ponadto wszystko trzeba było robić pod mamine dyktando. Możn...
Najnowsze posty

Takie były początki ...

 Kiedy zbliża się sezon letni i zaczynam przebierać nogami, aby już, już lecieć do ogrodu, by sadzić, ukwiecać, przesadzać, wymyślać nowe aranżacje, przypominają mi się nasze ogrodowe początki. Coś się w głowie rodziło, nabierało kształtów, napotykało na kłopoty w realizacji, ale powolutku, konsekwentnie szło do przodu. Pierwszym dużym przedsięwzięciem było wytyczenie miejsca na taras i schodki na skarpie. Cała reszta była jednym wielkim znakiem zapytania. Pamiętam jednak radość przekuwania pomysłów w czyn i odhaczanie kolejnych etapów.  Ogród zmieniał się i przeżywał swoje wzloty i upadki. Najgorsze były zalania i zniszczenia, jakie robiły. Płakałam rzewnymi łzami nad każdą ubłoconą roślinką.  Ale zawsze i my, i nasz ogród podnosiliśmy się z upadku 😍 Teraz trudno mi sobie wyobrazić, że kiedyś niektóre miejsca w naszym ogrodzie porastała trawa i nie kwitły tam kwiaty. W ogóle trudno mi sobie wyobrazić, że kiedyś w ogóle nie chciałam nic robić w ogrodzie, a jego istnienie...

Emmusia w szafirkach ...

Emma, Emmusia, Emka to koteczka, która głęboko zapadła nam w serca z różnych względów. Porzucona na placu budowy przez swoją kocią matkę, znaleziona przez W. i przyniesiona do domu w kartonowym pudełku, w którym darła się wniebogłosy z głodu, wparowała do naszego życia z impetem godnym buldożera, choć była malusieńka jak okruszek.  Karmiliśmy ją oboje co kilka godzin, masowaliśmy brzuszek, przygotowaliśmy jej spanko wyścielone miękkim kocykiem, pod którym ukryta była poduszka elektryczna i oczywiście znosiliśmy jej niemowlęce, a potem dziecięce kaprysy. Nie bez problemów z malusieńkiej kruszynki wyrosła duża, piękna kocica z wyrazistym charakterkiem, ale i niecodziennym urokiem.  A potem któregoś dnia poszła sobie na wiosenny spacer i zaginęła. Pomimo szeroko zakrojonych poszukiwań nie znaleźliśmy jej niestety. Pozostała w naszej pamięci. Tak do końca nigdy nie pogodziliśmy się z jej odejściem. Emma, Emmusia, Emka ...  Najcudowniejsza była na wiosnę, kiedy buszowała w ogr...

"Elira - cztery pory roku" - zima

  Rozumiem, że zima jest, zwłaszcza w naszym klimacie potrzebna i zasadniczo jest normalnym zjawiskiem. Daleko mi jednak do spokoju Eliry w tej kwestii. Chyba nie dojrzałam do akceptacji  tego swoistego zamierania i dopatrywania się w nim głębokiego sensu. Nawet jeśli już, już wydaje mi się, że wiem, że rozumiem, nagle przez powłokę zewnętrznej zgody na rzeczywistość przedostaje się rozpaczliwe pragnienie  dopasowania jej do siebie i swoich oczekiwań. Tak właśnie jest z zimą. Nie doceniam jej ciszy, nie napawam się jej spokojem, nie podziwiam srebrzystobiałych fajerwerków piękna. Może kiedyś dojrzeję? Może kiedyś tak, jak Elira uśmiechnę się leciutko na powitanie zimy i wtopię się w jej biel i błękit. Wszak bardzo lubię te kolory, a one lubią mnie. Nie zmienia to faktu, że nawet wtedy, gdy mróz i lód górą, to mnie i tak serce drży na widok tego, co pomimo wszechogarniającej zimowej siły, pokazuje wolę wydostania się na światło dzienne.  Na zdjęciach Arboretum w Wojsł...

"Kubek z fiołkami" - odcinek 9. ostatni 😊

  Wypłakawszy się w ramionach dziwnie odmienionej matki, Weronika wstała z zamiarem posprzątania skorup porcelanowego kubka. Emilia jej jednak na to nie pozwoliła. - Zostaw – powiedziała, ja sama to zrobię. Po czym wstała i zaopatrzona w zmiotkę i śmietniczkę dokładnie posprzątała miejsce katastrofy. Wytarła ściereczką plamę herbaty i nalała wody do czajnika. - Napijemy się razem świeżej herbaty i razem zjemy resztkę biszkoptów, Weroniczko. Spojrzała na córkę z czułością i pogładziła jej miodowe pukle. Były tak inne od jej czarnych, ale równie gęste i miękkie. Otaczały głowę Weroniki świetlistą gęstwiną i podkreślały urodę jej twarzy. Dziewczyna podniosła na matkę zdziwiony wzrok i dwoje par oczu – nieco wyblakłych niebieskich i orzechowych zderzyły się spojrzeniami. W orzechowym spojrzeniu córki było niedowierzanie, w niebieskim matki uśmiech. - Od dzisiaj moje dziecko wszystko się zmieni – powiedziała Emilia, a widząc zdumienie w oczach Weroniki, ciągnęła dalej – dosyć już t...

Niecierpliwość...

  Przeważnie w okolicach połowy lutego zaczyna ogarniać mnie niecierpliwość przemieszana z podekscytowaniem i jednocześnie rozczarowaniem. Koktajl, który potrafi rozstroić system nerwowy najbardziej opanowanego człowieka. Ja bywam opanowana, nader często nawet, ale kiedy przychodzi czas przedproża wiosny, a właściwie przedwiośnia, to moje  opanowanie pryska jak bańka mydlana i zamieniam się w pełną napięcia surykatkę wypatrującą wszelkich przejawów natury, które można podciągnąć pod mianownik pierwszych oznak budzącej się do życia przyrody. 😉W ekscytację wprawia mnie każda plama błękitu na szaroburym niebie, a świecące pełnym blaskiem słońce wprawia  bez mała w euforię. Oglądam gałązki drzew i krzewów, a dostrzeżony z lekka napęczniały pączek przyprawia mnie o pełne rozrzewnienia wzruszenie. Zimy uczą cierpliwości, ale ja należę w tej materii do nieuków, którzy nie przyjmują do świadomości podstawowych i oczywistych prawd dotyczących naszego klimatu. Ja się podczas jesie...

"Kubek z fiołkami" - odcinek 8.

  - Zjesz ze mną obiad synku? - zapytał Janek. Odpowiedziało mu milczenie. Odwrócił się i spojrzał na Macieja. Widział, że chłopak jest czymś zmartwiony, wzburzony i niespokojny. - Stało się coś ? - zwrócił się do syna z kolejnym pytaniem? - Nic się nie stało – odburknął syn, po czym zaśmiał się nieco chrapliwym głosem i dorzucił -  - Dołożyłem takiemu jednemu biuściastemu pasztetowi w parku. Żebyś ty widział, jak jej cycki latały, jak biegła aleją. A jak chłopaki się ubawiły przy okazji. W Janku coś drgnęło. Popatrzył na syna uważnie i z namysłem powiedział -   - Obraziłeś publicznie obcą dziewczynę ? A co ona na to?” - A nic – odpowiedział Maciek. Popatrzyła tylko na mnie. Janek bacznie obserwował twarz syna. Chłopak się uśmiechał, ale w oczach miał wstyd i poczucie winy. - Popatrzyła na ciebie, powiadasz? I co? Co miała w tym spojrzeniu? Maciek, zdumiony spojrzał na ojca.  - Tato, ale co ty? Nic się przecież nie stało. To przecież grubaska, sam mni...