Rozumiem, że zima jest, zwłaszcza w naszym klimacie potrzebna i zasadniczo jest normalnym zjawiskiem. Daleko mi jednak do spokoju Eliry w tej kwestii. Chyba nie dojrzałam do akceptacji tego swoistego zamierania i dopatrywania się w nim głębokiego sensu. Nawet jeśli już, już wydaje mi się, że wiem, że rozumiem, nagle przez powłokę zewnętrznej zgody na rzeczywistość przedostaje się rozpaczliwe pragnienie dopasowania jej do siebie i swoich oczekiwań. Tak właśnie jest z zimą. Nie doceniam jej ciszy, nie napawam się jej spokojem, nie podziwiam srebrzystobiałych fajerwerków piękna. Może kiedyś dojrzeję? Może kiedyś tak, jak Elira uśmiechnę się leciutko na powitanie zimy i wtopię się w jej biel i błękit. Wszak bardzo lubię te kolory, a one lubią mnie. Nie zmienia to faktu, że nawet wtedy, gdy mróz i lód górą, to mnie i tak serce drży na widok tego, co pomimo wszechogarniającej zimowej siły, pokazuje wolę wydostania się na światło dzienne.
Na zdjęciach Arboretum w Wojsławicach zimą 😉



Komentarze
Prześlij komentarz