Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2026

Przedświątecznie, przedwiosennie, jakoś niezbyt dobrze ...

  Jakiś czas mnie tutaj nie było. Brakło czasu, weny twórczej, chęci pisania w ogóle. Widać czasem tak bywa, że nie mamy siły na głębsze wynurzenia, czy też  woli dzielenia się swoimi przemyśleniami. Może wynika to z faktu, że zwyczajnie jesteśmy zmęczeni lub po prostu sfrustrowani tym, co się wokół dzieje. W moim przypadku wystąpiły wszystkie wymienione wyżej przesłanki, oczywiście w zróżnicowanym stopniu natężenia. Jestem jednak i mam nadzieję, że będę bywać częściej i uwalniać zakleszczone w głowie słowa.  Nie ma we mnie radości związanej ze zbliżającymi się świętami, nie ma radosnego podekscytowania, ani też głębokiej refleksji ku jakiej winien skłonić nas Wielki Tydzień. Czasem zazdroszczę niektórym głębokiej wiary oraz posłuszeństwa tradycji. Chwilami brakuje mi przynależności do wspólnoty przeżywającej nadchodzące Zmartwychwstanie. To jednak są jedynie chwile. Za daleko odeszłam od tego, co ludzie przywykli nazywać kościołem. To jednak dłuższa i poważniejsza histor...

Marzec w naszym ogrodzie 😊

Bardzo chciałam, żeby marzec w tym roku był w miarę pogodny. Nie udało nam się zrobić wszystkich porządków jesienią i kiedy pomaszerowałam do ogrodu w jakiś jeszcze lutowy, a  pogodny dzionek, złapałam się za głowę na widok zakresu zajęć, którymi należało się zająć praktycznie na już. I w tym momencie narodziło się we mnie pragnienie przychylnego pogodowo marca, żeby zdążyć z zaległymi porządkami przed rozkwitem wiosny. Bo wiecie, jak już wiosna buchnie kwietniem czy majem, to ja skupiam się głównie na rabatach i na tym, co na nich rośnie, kwitnie i co trzeba wyczyścić z chwastów. Zachwycam się coraz bujniejszą roślinnością, a na nieposprzątane kąty staram się nie zwracać uwagi. Co nie oznacza, że mnie w cichości ducha szlag nie trafia. 😡Dlatego odczułam wielką radość i wsparcie Wszechświata, kiedy pierwsza połowa marca okazała mi przychylność w postaci pogodnych dni, sprzyjających pracom w ogrodzie. A jak jeszcze na pobliskim targu pojawiło się kwiecie, które można już było posad...

Odyseja ogrodowa 😊

Odyseję ogrodową czas rozpocząć i na blogu. W sumie to ją już rozpoczęłam, wspominając nasze początki. Zapewne nie raz i nie dwa jeszcze pojawią się we wpisach związanych z ogrodem rozmaite retrospekcje. Nie da się inaczej. Ogród bowiem to pewna ciągłość i jednocześnie zmienność. Nadal mamy do czynienia z tym samym terenem, o który dbamy, ale jednocześnie ciągle się ów obszar zmienia a to pod naszym wpływem, a to pod wpływem samej natury. Naturalna kolej rzeczy, kiedy ma się do czynienia z organizmem żywym, choć na swój sposób ujarzmionym. A może nie jest to organizm ujarzmiony.🤔 Może po prostu, jeśli mu się okaże zrozumienie i miłość, to on pozwala nam żyć z sobą w swoistej symbiozie. Skłaniałabym się ku tej drugiej wersji... Już na początku naszej relacji odczuwałam coś na kształt sprzężenia zwrotnego. Im więcej dawałam z siebie swojemu ogrodowi, tym więcej on dawał mnie. Nigdy mi niczego nie żałował i nawet wtedy, kiedy pojawiały się trudności, uczył godnego ponoszenia porażek, pok...

Ogródkowo...

  Z przyjemnością oglądam zdjęcia naszego ogrodu, zwłaszcza w tych miesiącach, kiedy zieloność i kwietność jeszcze śpią. Za każdym razem zdumiewa mnie bujność kwiecia, a przede wszystkim fakt, że jest to kwiecie sadzone moją własną ręką 😉 Nigdy się bowiem nie uważałam za ogrodniczkę, a już jakiekolwiek sukcesy w tej dziedzinie wydawały mi się zupełnie nieosiągalne. A jednak życie przyniosło mi niespodzianki w tej materii. Teraz ogród jest po prostu częścią mnie samej. Zagospodarowując kolejne spłachetki ziemi, sadząc na nich kwiaty i inne rośliny, doznaję swoistego odrodzenia tego, co we mnie głęboko tkwiło przez wiele, wiele lat. Hortiterapia w najczystszej i najgłębszej postaci 😍 Dwa zdjęcia przedstawione powyżej, przedstawiają  część ogrodu, na której długo nic nie było. Kiedy zaczęliśmy coś robić, żeby zmienić ugór w kwitnąca krainę, czynniki zewnętrzne, o których szkoda już pisać, spowodowały, że bez mała wszystko, co udało się zrobić, uległo zniszczeniu. Zanim zakwitło...

Iskra 😉

Pociągnę wątek ogrodowych początków. Tak naprawdę to wszystko zaczęło się od pandemii. Kiedy w marcu 2020 roku weszły w życie ograniczenia wszelkiego rodzaju, wyłączając nas z aktywności w różnych dziedzinach, potrzeba oddechu bez maseczki stała się, przynajmniej dla mnie, bardzo dotkliwa. Mieliśmy to szczęście, że do naszego domu przylegał od dawien dawna  teren zielony od długiego czasu leżący z różnych względów odłogiem.  Kiedyś moja mama miała tam ogród mieszczący się w ówczesnych kanonach. To był typowy ogródek przydomowy, w którym uprawiano warzywa, sadzono drzewka owocowe, a wszystko z myślą, by wykorzystać to dobro w gospodarstwie domowym. Kwiaty także tam były, ale jako dodatek sadzony ot, tak, żeby było w ogródku więcej koloru. Nie lubiłam tam  przebywać. To miejsce  kojarzyło mi się li jedynie z obowiązkiem i pracą w chwilach, które lepiej mogłam wykorzystać na zabawę  z kolegami z podwórka. Ponadto wszystko trzeba było robić pod mamine dyktando. Możn...