Przejdź do głównej zawartości

Emmusia w szafirkach ...



Emma, Emmusia, Emka to koteczka, która głęboko zapadła nam w serca z różnych względów. Porzucona na placu budowy przez swoją kocią matkę, znaleziona przez W. i przyniesiona do domu w kartonowym pudełku, w którym darła się wniebogłosy z głodu, wparowała do naszego życia z impetem godnym buldożera, choć była malusieńka jak okruszek. 


Karmiliśmy ją oboje co kilka godzin, masowaliśmy brzuszek, przygotowaliśmy jej spanko wyścielone miękkim kocykiem, pod którym ukryta była poduszka elektryczna i oczywiście znosiliśmy jej niemowlęce, a potem dziecięce kaprysy. Nie bez problemów z malusieńkiej kruszynki wyrosła duża, piękna kocica z wyrazistym charakterkiem, ale i niecodziennym urokiem. 



A potem któregoś dnia poszła sobie na wiosenny spacer i zaginęła. Pomimo szeroko zakrojonych poszukiwań nie znaleźliśmy jej niestety. Pozostała w naszej pamięci. Tak do końca nigdy nie pogodziliśmy się z jej odejściem. Emma, Emmusia, Emka ... 



Najcudowniejsza była na wiosnę, kiedy buszowała w ogrodzie, towarzysząc nam w pracach rozmaitych. Polowała na owady, czatowała na polne myszy i wygrzewała się w słoneczku. 



Nie wiem, dlaczego dzisiaj mi się przypomniała? Może dlatego, że po raz pierwszy pod długim okresie zimna i mrozu zaświeciło słoneczko i zapachniało wiosną ? Zatęskniło mi się do przebiśniegów i szafirków, do tulipanów i żonkili i do Emmusi, która umiała cieszyć się życiem ... 

Komentarze

  1. chyba na zawsze pozostaje w nas tęsknota za tym lyb tymi, których nie możemy już przytulić. I obojętnie przy zwierzak czy człowiek

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nowy początek

Napiszę wprost. Szukam nowego miejsca dla siebie. Przez 15 lat regularnie prowadziłam pamiętnik "odchudzania" na portalu poświęconym tej tematyce. Opcja prowadzenia pamiętnika okazała się być fantastyczna, bo nie tylko pozwalala pisać o perturbacjach związanych z pozbywaniem się nadmiaru kilogramów, ale dzięki dzieleniu się swoimi przemyśleniami z innymi osobami powstała społeczność świetnych ludzi, a konkretnie kobiet, z którymi połączyła mnie przyjaźń nie tylko wirtualna. A teraz vitalia, bo o tym portalu mowa, likwiduje funkcję pamiętników. Wyrzuca nas. Dlaczego? Z przyczyn generalnie finansowych, bo nie kupujemy jej diet, nie korzystamy z innych płatnych funkcji, tylko piszemy o życiu. W sumie rozumiem, żaden to interes. Nikt już nie pamięta o wcześniej wykupowanych abonamentach, o reklamie, jaką robiłyśmy jej przez lata pomiędzy swoimi znajomym, o sympatii i przede wszystkim tego, że ożywiałysmy portal liczbą wejść. Nic już się nie da zrobić, a ja szukam miejsca na swoje...

Dzień drugi...

Na początku postanowiłam odliczać. Podejrzewam, że będę to działanie kontynuować do 15 grudnia. Wtedy zakończy się pewna epoka w moim życiu. Epoka pamiętnika na vitalii. Kiedy zakładałam ten pamiętnik, nie podejrzewałam nawet, jak ważny stanie się dla mnie i jak ważne będą dla mnie osoby, które dzięki temu poznam, a przede wszystkim, jak ważna będzie przemiana moich myśli i rozmaitych refleksji w słowa, którymi dzieliłam się z czytelniczkami moich zapisków.  To dziwne uczucie, kiedy trzeba pożegnać się z czymś,  co stanowiło stały element prawie każdego dnia i pogodzić się z decyzją, która w żaden sposób nie zależała od ciebie. Takie jednak jest życie. Składa się z początków i zakończeń i wygląda na to, że mamy na taki układ wpływ minimalny. Nie ukrywam swojego smutku i pozwalam mu płynąć. Jestem jednak z gruntu osobą, która nie lubi za długo oglądać się wstecz. Dlatego wyznaczam sobie datę 15 grudnia, do której będą się w moich wpisach pojawiać refleksje związane z przemijani...

Pada śnieg...

 Pierwszy śnieg. Dzień trzeci ...  W chwili obecnej najbardziej pochłania mnie uczenie się technicznych możliwości bloga. Trzeba tegoż bloga   jakoś  poukładać i  nadać mu osobisty charakter. Nie jest to łatwe. W końcu jestem panią 60+ , choć nie wyglądam 😉. Właściwie to mnie nawet wkurza, że się mnie bez mała siłą wtłacza w ramy seniorki. Dla mnie to słowo nie ma zbyt pozytywnego znaczenia, a starość i młodość od zawsze oznaczały stan ducha i umysłu, a nie wskazania metrykalne. Pogodzić się jednak muszę z faktem, że wszelakie nowinki techniczne, przynajmniej na początku utrudniają mi życie. Na szczęście lubię się uczyć. 😊 Wczoraj sypnęło pierwszym śniegiem w tym roku. Najpierw deszcz się ze śniegiem mieszał, a potem ustąpił miejsca białym płatkom, a one przez noc zrobiły swoje. O poranku przywitał mnie za oknem świat baśniowy. Nie przepadam za zimowym okresem, ale nie mogę mu odmówić spektakularnej urody, kiedy wszystko staje się dziewiczo białe, a krajo...