Czerwiec, jak na razie pogodą nie zachwyca, ale ja się cieszę, że deszcz będzie ziemię polewał, bo jednak ogród wody potrzebuje. A ogród, jak wiadomo, zajmuje sporo miejsca w moim sercu i jak mi roślinki zaczynają omdlewać, a nie daj Boże usychać, to bardzo nad tym boleję. Kiedy o poranku wybiegam do ogrodu, żeby sprawdzić, co zakwitło nowego, a co przekwita, to sama myśl, że za chwilę muszę to cudowne miejsce opuścić i ruszyć do pracy, mnie boli. Robię zdjęcia i w sumie mało komu je pokazuję. Coś tam na FB zamieszczę, coś w grupie podobnych do mnie fotoamatorów, coś gdzie indziej, ale większość ginie w kolorowej masie galerii komórki. To może tutaj kilka pokażę 🤔 Piwonie. Stara odmiana, od wieków w moim ogrodzie. Kolejna stara odmiana. Zawsze urocza i na dodatek pachnąca cudnie. A tutaj już nowości. Ulubiona coral sunset. I towarzysząca jej na rabacie odmiana o nazwie zapomnianej przez mnie 🫤 A tutaj łagodne i subtelne, także nowości, które się dopiero w ogrod...
Mija powoli czas różaneczników i azalii i choć cieszą jeszcze oczy kolorami, to już widać, że czas kwitnienia zbliża się do końca. To chyba najmocniejszy akcent kwietny maja. Niezapomniany i oczekiwany każdego sezonu. W naszym ogrodzie zwiększa się ilość rododendronów. W każdym roku pojawia się jakiś nowy różanecznik albo azalia. Nie zawsze od razu odnajdują się na wskazanych miejscach, czasem trzeba im zmienić lokum i przyglądać się z uwagą, czy są zadowolone. Warto jednak o nie zadbać, bo kiedy przychodzi ich czas, odwdzięczają się po stokroć. Koniec maja to także pożegnanie piwonii majowej ... I przywitanie tych, które w pełni zakwitną w czerwcu... I tak płynie czas wiosenny i niedługo nastanie letni, a ani się obejrzymy i będziemy witać jesień. Teraz jednak nie będę o tym myśleć. Zanurzona w świecie barw i aromatów chłonę piękno świata i cieszę się każdą słoneczną chwilą. I jest mi z tym dobrze. Pozdrawiam z ogrodu 😊