Przejdź do głównej zawartości

Posty

Znaki zapytania 🤔

 Delikatnie wywołana do tablicy odzywam się. Cieszy mnie to wywołanie, bo oznacza, że są ludzie, którzy wpadają do mojej przestrzeni i czegoś dla siebie w niej szukają. Lubię się czuć potrzebna 💞 A teraz spróbuję odpowiedzieć na pytanie, dlaczego bywam tutaj rzadziej. Otóż nie bardzo lubię uprawiać sztukę dla sztuki i zależy mi na tym, by coś wartościowego z tekstów, które tutaj umieszczam, wynikało. A ostatnimi czasy dopadło mnie uczucie, że krótkie notki o pogodzie, fotki z ogrodu, dosyć płytkie refleksyjki na rozmaite tematy, to chyba nie to, o co mi chodziło, kiedy zakładałam ten blog. Na początku czułam się wyrzucona z vitalii i szukałam nowej przystani. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że powstanie LekkaJa" i spróbuje naśladować rzeczywistość, w której tkwiłam kilkanaście lat. Liczyłam, że blog stanie się odpowiednikiem mojego vitaliowego pamiętnika, ale tak się nie stało. Szybko zrozumiałam, że w blogu nie o to chodzi, a jeśli się chce zaistnieć, to trzeba robić coś, żeby blo...
Najnowsze posty

Chwilowy powrót lata 🌞

  Na moment wróciło lato. Ma być dzisiaj blisko 30 stopni. W sumie to jestem ciekawa, czy tak się stanie, bo prognozy pogody bywają zwodnicze. Cieszę się z tego ciepła, ale nie zwiedzie mnie ono. Dla mnie już jest jesień. Widać ją w szybko zapadającym zmierzchu i późno wstającym poranku. Czuję ją w kościach, które robią się bardziej szorstkie i ocierając się o siebie, zwyczajnie bolą. Nie oznacza to jednak, że nie lubię jesieni. Lubię, bo potrafi być ciepła i przyjazna. Chwilami przypomina mi fartuch mojej babci  pachnący jabłkami, w który mogłam się wtulić, czując jednocześnie, że nic mi nie grozi. Był czas, kiedy uwielbiałam rześkie październikowe poranki, podziwiałam delikatne igiełki pierwszego szronu na liściach, a tańczące na wietrze liście przywoływały na usta uśmiech. Teraz też tak mam, ale zachwytowi towarzyszy obawa, że za chwilę zima dmuchnie na wszystko lodowatym oddechem i przysłoni woalem długich, ciemnych nocy. Czyżby to był strach przed nieuchronnym końcem? Chy...

Miły, choć nieco nostalgiczny dzień 🥰

 Moje obowiązki służbowe mają rozmaite oblicza. Czasem nie chce się nic, czasem, chciałoby się uciec, gdzie pieprz rośnie, a czasem ma się poczucie dobrze spełnionego obowiązku i satysfakcji. Dzisiaj było satysfakcjonująco i wzruszająco. Oficjalnie żegnałam się z koleżanką, która postanowiła odejść na emeryturę i to znak niechybny, że czas leci jak z bicza strzelił. Kiedy żegna się z Tobą osoba, z którą współpracowało się bezkolizyjnie ponad dwadzieścia lat i ta osoba wszem i wobec oświadcza, jak wiele ci zawdzięcza, to można mieć poczucie wykonania dobrej roboty.  Relacje międzyludzkie zawsze były i nadal są dla mnie ważne. Lubię się z ludźmi dogadywać, szukać porozumienia, współpracować, a nie walczyć. I cieszę się, kiedy druga strona to docenia i potrafi wyrazić wdzięczność. Wdzięczność bowiem jest kluczem do wewnętrznej harmonii oraz harmonijnych układów z innymi ludźmi. To dar bezcenny. Doznałam dzisiaj wdzięczności i wdzięczność wyraziłam. Zapamiętam ten dzień, bo jest t...

Zwiększam aktywność 😉

  Trzeba mi zwiększyć częstotliwość bywania na blogu, skoro chcę, by nadal istniał. Lubię, kiedy ktoś czyta to, co piszę, a jak jeszcze komentuje, to jestem przeszczęśliwa, bo bardzo sobie cenię te interakcje 💞 Za oknem mamy aktualnie rześkie lato. Czy tego chcemy, czy nie, pora letnia zbliża się wielkimi krokami ku swojemu zakończeniu. Z jednej strony to dobrze, bo  jesień wiąże się z częstszymi opadami deszczu, a tych ostatnio mamy relatywnie mało. Pierwszy raz w tym roku zaobserwowałam skutki suszy w swoim ogrodzie i nie jest to miły widok, a towarzysząca mu bezradność aż boli. Kocham słońce, ale i ono prócz dawania życiodajnej energii potrafi niszczyć w sposób bezwzględny. W tym kontekście postanowiłam przeanalizować nasadzenia  na swoich rabatach i w perspektywie poprzestać na roślinach, które aż tak bardzo nie cierpią, gdy wody w gruncie jest mniej. Sporo zatem pracy przede mną.  Doświadczam ostatnimi czasy "niemocy twórczej" Nie chce mi się pisać ot tak bez k...

Przedjesienne znużenie ...

 Trudne lato mamy w tym roku. Za dużo upałów, za mało wody, a do tego gwałtowne zjawiska atmosferyczne i wszechobecna susza. Nie tak miało być, chciałoby się powiedzieć, ale jest, jak jest i nic nie możemy na to poradzić - my ludzie, którzy wcześniej konsekwentnie postaraliśmy się o to, aby przyroda zmuszona była postawić nam wyraźne granice ingerencji w jej autonomię i zasoby. Od zarania swoich dziejów kocham ciepło. Pławiłam się z upodobaniem w upalnych klimatach, ale  w tym roku nawet ja mam dosyć. A najgorsze dla mnie jest cierpienie roślin, z których palące słońce wyciąga bezlitośnie ostatnie soki. Druga w kolejności rzeczy trudnych jest bezradność wobec siły żywiołów. Cóż bowiem szary człowieczek może zrobić w obliczu totalnej suszy, błyskawicznej powodzi, czy szalejącego pożaru. Niewesołe nachodzą mnie myśli w kontekście lat przyszłych, oj niewesołe ...  Czuję się znużona i zniechęcona, bo nie nacieszyłam się zbytnio latem, a tu już jesień za rogiem i choć to piękn...

Lawendowe wspomnienie 😊

  Uczestniczyłam w piątek w rodzinnej uroczystości zorganizowanej w przepięknych okolicznościach przyrody. Kwitnące pole lawendy szumiące odgłosami podekscytowanych owadów wszelkiej maści to coś, czego opisać słowami się nie da. To trzeba poczuć wszystkimi zmysłami, poddać się chwili i chłonąć piękno. Trudno też oprzeć się  wewnętrznej potrzebie utrwalenia przepięknych widoków wraz z wkomponowanym elementem osobistym, czyli sobą 😍 Tym samym mam całą lawendową kolekcję fotek, począwszy od nostalgicznych, a skończywszy na zabawnych. Wszystkie mają swój urok i wszystkie stanowić będą miłą pamiątkę.  Zacznę prezentację od zabawnych. Dama w fioletach pod cudownym niebem 😉 Buszująca w lawendzie. Tak bym tę fotkę nazwała 😉 Lawendowy odlot. Czyż nie ?  Taka jestem lawendowa ...  I na koniec ulubione. Wygląda mi to na ulotną chwilę szczęścia....   

Słów kilka o tym i owym 😉

  Znowu dawno nie pisałam. Weny zabrakło, tematów mało, zbyt dużo na głowie, a może za mało. Fakty są takie, że wpisu dawno nie robiłam.  Mam teraz typowy okres przedurlopowy. Dużo pracy, której się nie chce robić, dużo zupełnie niespodziewanych zajęć, nietypowych wydarzeń, a jednocześnie troszkę nudy i niechęci do otaczającego świata. Jednym słowem potrzebuję odpoczynku i zmiany otoczenia. W takim czasie nawet ogród do końca nie pomaga, włącza się bowiem w codzienną rzeczywistość, a ta zwyczajnie nuży. Urlop dopiero pod koniec lipca i czekam na niego bardzo, jak co roku zresztą.  Przetrwaliśmy wraz z ogrodem falę upałów. W sumie bez szwanku i aż to dla mnie dziwne jest, bo takich wysokich temperatur nie pamiętam w swoim życiu. Oczywiście straty są, aczkolwiek mniejsze niż się spodziewałam. Najbardziej ucierpiały róże, których kwiaty palące słońce zwyczajnie ususzyło na krzewach. Czas róż jednak powoli mija. Nadchodzi czas jeżówek i teraz one cieszą oczy.  Lato w peł...