Anioł Dobrych Myśli
Anioł Dobrych Myśli siedział na granatowej chmurze. Nie był to granat sierpniowej rozgwieżdżonej nocy. To był granat zbliżającej się burzy, poprzeplatany zygzakami grafitu, ciemny, posępny, groźny i budzący respekt. Pogrążony w zamyśleniu Anioł Dobrych Myśli nie zwracał uwagi na to, że chmura puszy się i nadyma. Tworzyła dla niego miękkie siedzisko i to był wystarczający powód do tego, by zatrzymać się na chwilę i pomyśleć. Z prawego skrzydła anioła zwisała smętnie maseczka ochronna, na lewym dyndały lateksowe rękawiczki , a on sam skulony i wyraźnie smutny wpatrywał się w dół.
Otoczona błękitną poświatą Ziemia wydawała się ciągle tą samą piękną planetą, ale Anioł Dobrych Myśli wiedział, że to tylko pozory. Właśnie stamtąd wrócił. Przemierzył wszystkie kontynenty, zaglądnął we wszystkie dziury, odwiedził wszystkie miejsca, gdzie diabeł mówi dobranoc i nigdzie nikt go nie przywitał dobrym słowem. A przecież zachowywał odpowiedni dystans społeczny, zakrywał anielską twarz maseczką, a na anielskie dłonie zakładał rękawiczki. Wszyscy, dosłownie wszyscy, jeśli go w ogóle dostrzegli, patrzyli na niego, jak na wroga, traktowali jak potencjalne zagrożenie i nie chcieli z nim rozmawiać. Zamknięci w bańce strachu, mrużyli z niedowierzaniem oczy, kiedy próbował im mówić, że jest boskim posłańcem, że niesie nadzieję i pocieszenie.
Anioł Dobrych Myśli był załamany. Groziła mu utrata stanowiska, a w najlepszym wypadku ostra reprymenda Szefa. Nie czuł się anielskim safandułą, czynił, co w jego mocy, żeby ludzie przypomnieli sobie, co oznacza ufność, żeby zaczęli się znowu uśmiechać, ale wszystkie jego wysiłki spełzły na niczym… Po anielskich policzkach spłynęły łzy rozpaczy. Co mógł jeszcze uczynić ? Kiedyś, siadał cichuteńko na ramieniu smutnego człowieka i szeptał mu do ucha dobre myśli, przypominał mu najpiękniejsze chwile w jego życiu, zasłaniał mgłą niepamięci te złe, namawiał do wybaczenia, rozsnuwał wizję pięknej przyszłości i cieszył się, kiedy nagle ramiona podopiecznego zaczynały się prostować, oczy błyszczeć, a poszum anielskich skrzydeł zamieniał się w wiatr nadziei. A teraz? Ludzie bronią się przed dotykiem, uciekają od siebie, boją się wszystkiego, a anioły to dla nich wymysł chorej wyobraźni. Łzy płynące mu po obliczu zamieniły się w obfitą strugę, a ta uderzyła o chmurę, która aż się wzdrygnęła pod jej naporem.
Atramentowe wnętrze obłoku zaczęło bulgotać, ale anioł nie zwrócił na to uwagi. I nagle chmura rozwarła swoje podwoje i przestrzeń błękitnego nieba zaczęła zmieniać swój kolor. Miliardy ciemnogranatowych kropelek wirowały w powietrzu, a każda z nich niosła w sobie atomy strachu, cierpienia i bezdennego smutku. Być może Anioł Dobrych Myśli nie zorientowałby się, że coś się dzieje, gdyby pod jego anielskim tyłkiem siedzisko nadal było miękkie i wygodne. Nagle uświadomił sobie, że jego skrzydła się poruszają, a maseczka wraz z rękawiczkami miotają się na wietrze przed jego oczyma. Rzucił się w pogoń za tymi niezbędnymi w tym czasie atrybutami pracy, zanurzając się w granatowej mżawce.
- Co się dzieje? - zapytał anioł sam siebie. Świat wokół niego pociemniał, a nad Ziemią zawisnął szarobury cień budzący grozę. I wtedy anioł pojął, że jego smutek uruchomił lawinę innych smutków. Zrozumiał, że chmura, na której przysiadł przez nieuwagę, była zbiorowiskiem żalu i rozgoryczenia, które ludzie codziennie wyrzucali ze swoich głów w niebo z zapytaniem, dlaczego wokół nich dzieje się tyle złego, dlaczego znikąd nie ma pomocy, dlaczego czują się coraz gorzej sami ze sobą, a rzeczywistość ich otaczająca pokryła się mgłą tajemnic i niedopowiedzeń? Anioł Dobrych Myśli załopotał skrzydłami, a jego anielskie włosy stanęły dęba. Co robić? Co robić? Pytanie krzyczało mu w głowie i nagle doznał olśnienia. Sam sobie nie poradzi, potrzebuje pomocy. Stróże! Anioły Stróże muszą pomóc. Ale jak? Jak ich powiadomić wszystkich, tak od razu? Muszę zdobyć trąbę archanielską, już, natychmiast !
Anioł Dobrych Myśli ruszył z prędkością światła na niebiańskie łąki i tam nieopodal Wodospadu Miłości zobaczył Michała, Rafała i Gabriela grających w anielskiego remika. Trąby oparte o skałę gubiły się w szmaragdowej trawie i motylich krzewach. Anioł Dobrych Myśli ledwie je dostrzegł. Powolutku, żeby nie zwrócić uwagi swoich braci starszych w hierarchii, czołgał się w kierunku trąb, aż wreszcie udało mu się jednej dotknąć. Była to trąba Archanioła Gabriela, który już zapomniał prawie jak się jej używa. To jednak nie stanowiło problemu, bo przecież nie on miał zadąć, żeby do pionu postawić wszystkich Aniołów Stróżów. Anioł Dobrych Myśli nie myślał. Działał. Leciutko pociągnął instrument ku sobie i trąba zsunęła się na miękką łąkę. To wystarczyło. Pochwycił ją biedaczysko i runął w dół. Przyciskał trąbę do piersi i mknął ku czarnej gęstwinie smutku wolno opadającej na Ziemię. Zatrzymał się w swym locie i przytknął do ust trąbę. Nadął policzki i tchnął powietrze w instrument. Jego uszy pogwałciła jednak przeraźliwa cisza. Serce anioła ścisnął swoją obręczą strach. W oczach mu pociemniało. I nagle anioł zrozumiał, o co chodzi.
Strach! To on jak podstępny wąż zakradł się do serca Anioła Dobrych Myśli. W obliczu coraz większych trudności w wypełnianiu misji zapomniał boski posłaniec, że najważniejsza jest praca dla ludzi pomimo wszystko. A co on zrobił? Obawiał się degradacji, nagany, wstydu, zapamiętał się w swoim bólu, zapomniał o innych. Zaczął się bać. Myśl, że sobie nie radzi, że poniesie klęskę spętała go tak mocno, że gotów był się poddać całkowicie bez walki. Chmura smutków gęstniała, zawisła już niepokojąco nisko nad Ziemią i koniecznie trzeba było coś zrobić. Skupił się w sobie Anioł Dobrych Myśli. Skupił się mocno i siłą woli chwycił za ogon węża strachu, który wysuwając język ze swej gadziej paszczy szyderczo się uśmiechał. Chwycił i mocno i szarpnął. Na tyle mocno, że pewna siebie gadzina nie zdążyła zacisnąć swych pęt krępujących anielskie serce.
I nagle coś się zmieniło. Uwolnione serce rozprężyło się i zabiło mocniej, a Anioł Dobrych myśli poczuł, że jego krew krąży żywiej, że płuca pracują lepiej, że oddech jest głębszy. Przytknął trąbę do ust ponownie i zadął. Rozstąpiły się podwoje niebieskie na głos trąby, który dudnił zawołaniem do Aniołów Stróżów:
- Wasi podopieczni są w niebezpieczeństwie, do Ziemi zbliża się Wielki Smutek i Wielki Strach. Potrzebna ochrona! Głos archanielskiej trąby rozległ się w każdym zakamarku Ziemi. Anioły Stróże stanęli w gotowości. Każdy z nich naprężył swoje skrzydła i szykował się do pracy. Szeptali do uszu swoim ludziom, co mają zrobić, aby zapobiec niebezpieczeństwu.
- Przypomnij sobie najradośniejszy moment w swoim życiu i uśmiechnij się!
- Opowiedz swoim kolegom jakiś dowcip i śmiejcie się głośno!
- Otocz się ramionami i ukochaj jak najmocniej !
- Odkop swoje najskrytsze marzenie i pomyśl, że się spełniło !
- Uwierz w swoją moc ! Jesteś doskonały !
Każdy Anioł Stróż gorączkowo pukał do serca swojego człowieka i mocnym łopotem skrzydeł wyganiał z niego troski.
Ludzie na Ziemi byli zdumieni, bo nagle zachciało im się żyć. Na ustach pojawił się uśmiech , w sercu rozbudziła się nadzieja i zrobiło im się lekko i miło. I stał się cud. Nad Ziemią roztoczyła się barwną wstęgą tęcza i zaczęła pulsować światłem radości i miłości . Smolista mżawka złych myśli, wpadając w tę barwną strugę rozszczepiała się na malusieńkie drobinki i ginęła w blasku światła.
Anioł Dobrych Myśli z zachwytem wpatrywał się w to cudowne zjawisko, a jego serce płonęło radością. Nawet nie zauważył, kiedy stanął obok niego Gabriel. Archanioł miał groźną minę, ale w oczach czaiły się ogniki rozbawienia.
- Cóżeś uczynił Aniele Dobrych Myśli? – zapytał groźnie?
- Dokonałeś kradzieży, zarządziłeś akcję wśród braci Stróżów i to wszystko bez zgody, bez konsultacji, bez rozkazu Najwyższego!
Anioł Dobrych Myśli popatrzył na Archanioła z odwagą w oczach i odrzekł:
- Ratowałem ludzi, których przez własną głupotę i strach mogłem pogrążyć w nieszczęściu. Zrozumiałem swój błąd i spieszyłem go naprawić. Zastosowałem niekonwencjonalne rozwiązanie i poprosiłem o pomoc. Udało się i to jest najważniejsze. A Najwyższy, który jest Miłością, na pewno to zrozumie. Karę także już poniosłem, albowiem zamknięcie się w okowach lęku i niewiary w cud to przedproże piekła. Zrozumiałem swój błąd i przyznaję się do swojej słabości. A tak naprawdę Gabrielu, to czy mógłbym się zapisać do ciebie na lekcje grania na trąbie?
(Jak to teraz czytam, to odnoszę wrażenie, że treść tej opowiastki jest nadal aktualna)

Dzień dobry Alinko,z tej strony Sarunia z Vitalii .
OdpowiedzUsuńDzień dobry. Witaj w mojej nowej przestrzeni 🥰
Usuńjestem...:) Dobrego dnia...
OdpowiedzUsuńDobrego dnia, Agata 🥰
Usuń