***
Aldona Jawna wpatrywała się w monitor komputera. Czekała na wiadomość. Tak naprawdę nie wiedziała, dlaczego na nią czeka. Wiadomości od Łukasza zawsze były skąpe, sarkastyczne i drażniące. Odpowiadała na nie w podobny sposób i chyba to pasowało jej rozmówcy. Poznali się kiedyś na jakimś forum dotyczącym gier komputerowych. Aldonę zdumiała wiedza Łukasza. Teksty, które wnosił do toczących się dyskusji były inteligentne i bardzo konkretne. Żadnego zbędnego słowa, żadnej paplaniny, czysty konkret. Spodobało jej się to i napisała mu o tym. Przyjął jej pochwałę milczeniem, ale za jakiś czas zaproponował kontakt na priv. Aldona poczuła się wyróżniona. Rozmawiali o niuansach gier, które ich oboje fascynowały, wymieniali się doświadczeniem, czasem śmiali się z popełnianych przez innych graczy błędów. Łukasz doceniał jej trafne uwagi, nawet chwalił od czasu do czasu nietypowe rozwiązania. Na tym polu rozumieli się doskonale. I tylko na tym, albowiem nie było możliwości sprawdzenia innych płaszczyzn. Podczas takich niezobowiązujących rozmów okazało się, że mieszkają w tej samej miejscowości. Kiedyś dziewczyna zaproponowała wspólne spotkanie w realu. Ot, tak, bez żadnych zobowiązań. Wtedy po raz pierwszy Łukasz zamilkł na dłużej. Prawie straciła nadzieję na kontynuację znajomości, prawie machnęła ręką na komputerowego dziwaka, kiedy którejś nocy usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości. Właściwie już zasypiała, ale wstała rzucić okiem, kto się o tej porze do niej dobija.
- Przepraszam - tak brzmiała wiadomość przysłana przez Łukasza. Nic więcej.
Nie wytrzymała i rzuciła równie lakonicznie: „Za co?"
- Właściwie nie wiem. Za milczenie? Za to, że … Możesz sobie wpisać co chcesz.
- No dobra... Przepraszasz mnie za brak chęci umówienia się ze mną. Muszę przyznać, że to było obraźliwe.
- Zatem przepraszam Cię za to, że nie chciałem się z tobą spotkać.
- Dobra, przeprosiny przyjęte.
- A dlaczego właściwie nie chciałeś ?
- Nie lubię takich spotkań, zwłaszcza z kobietami.
- A co? Nie lubisz kobiet? Wolisz chłopców? Aldona napisała to prędzej niż pomyślała. Nie była homofobką, choć przypuszczenie, że Łukasz mógłby być gejem, ukłuło jak szpilka.
- Przepraszam – dopisała szybko. To było obraźliwe.
- No to jesteśmy kwita – odpisał Łukasz. Nie jestem gejem, jeśli Cię to interesuje. Zasadniczo mogę się z Tobą spotkać, bo trochę mnie intrygujesz.
- Coś podobnego? - Aldona aż wzdrygnęła się z irytacji. Tupetu, ci Łukasz, nie brakuje.
- To co? W sobotę ? Niedaleko dworca jest dosyć fajny pub. Będę czekał na ciebie o 19 -tej. Dobrej nocy życzę...
Aldona chciała coś jeszcze napisać, ale ręce jej opadły. Sama nie wiedziała, co na ten temat myśleć. Ten facet ją wkurzał, ale coś dziwnego ją ku niemu pchało. W sumie to ucieszyła się, że dojdzie do tego spotkania. Może Łukasz okaże się zupełnie nieciekawym typem w bezpośrednim kontakcie. Za ekranem monitora można było się ukryć i wykreować zupełnie inną postać. Można było być, kim się chce. To, że jest się inteligentnym i biegłym w jakiejś dziedzinie nie musi oznaczać, że się jest jednocześnie ogólnie interesującym człowiekiem. W każdym razie postanowiła pójść na to spotkanie. Zżerała ją ciekawość, a poza tym chciała utrzeć nosa temu bezczelnemu chłopakowi.
Aldona doskonale zdawała sobie sprawę ze swojej urody. Wysoka, zgrabna, z grzywą blond włosów opadającą na ramiona, z oczyma porażającymi swoją niebieską głębią, przyciągała męskie spojrzenia jak magnes. Kiedyś wściekała się na swój wygląd, bo od razu przypinano jej wizytówkę głupiej blondynki, ale z czasem nauczyła się traktować swoją urodę jak zasłonę dymną dla swojego wybitnego intelektu. Iluż to facetom zawróciła w głowie, żeby potem z wyrafinowaną złośliwością wytknąć im słabe punkty i dać do zrozumienia, że nie dorastają jej do pięt.
Florian – Anioł Stróż Aldony – był, podobnie jak jego podopieczna, aniołem o wyjątkowej urodzie. Odziany w jasny garnitur sprawiał wrażenie modela, który właśnie zszedł z wybiegu. I tylko płonące ciepłym blaskiem skrzydła zdradzały jego anielskość. Siedział spokojnie na fotelu z nogą założoną na nogę i zastanawiał się, co zrobić, żeby uchronić Aldonę przed spotkaniem z Łukaszem. Instynktownie czuł, że nic dobrego z tego nie wyjdzie.
***
Magdalena ze zdumieniem obserwowała zachowanie Łukasza. Była sobota, a ona jak zwykle w tym dniu wzięła się za sprzątanie mieszkania. Zazwyczaj jej syn w tym czasie nie opuszczał przestrzeni swojego pokoju. Zresztą nigdy jej nie pomagał i prawdę powiedziawszy, ona także o tę pomoc nie prosiła. Zawsze też korzystając z odkurzacza, miała wyrzuty sumienia, że zakłóca jedynakowi spokój. Kiedy nagle otworzyły się drzwi i Łukasz w nich stanął, oczekiwała wyrzutu, że odkurzacz chodzi za głośno, a on nie może pracować nad jakimś swoim projektem. Nic takiego się jednak nie stało. Chłopak miał lekko roztargniony wyraz twarzy i jakby się uśmiechał, co samo w sobie wydało się Weronice zdumiewające.
- Mogłabyś mi wyprasować koszulę? - zapytał, a potem dodał - Prasowanie wychodzi ci doskonale -Magdalena zastygła w bezruchu. Łukasz od czasu do czasu prosił ją o wyprasowanie jakiejś swojej rzeczy, nigdy jednak nie pochwalił jej pracy.
Przez przedpokój przeleciała jakaś dziwna jasna poświata, na którą i Magdalena i Łukasz jednocześnie zwrócili uwagę. Unosiła się w powietrzu przez chwilę, wypełniając swoją jasnością pomieszczenie, w którym znajdowali się matka i syn. Nie zdawali sobie oboje sprawy, że Fantazy, usłyszawszy nikłe ciepło w głosie Łukasza, z wrażenia potknął się od rurę od odkurzacza i runął na próg pokoju młodego człowieka. Siłą powstrzymał się od powiedzenia czegoś brzydkiego, pomny na swą anielskość, a pomogło mu w tym to, co zobaczył przez uchylone drzwi. Na skłębionym kocu leżącym na łóżku siedział po turecku Feliks i podobnie jak Fantazy otwierał oczy ze zdumienia, wyczuwszy w głosie podopiecznego to samo, co Fantazy. Anioł Stróż Magdaleny rzadko widywał Feliksa. Wiedział, że bytują w jednym domu, ale Feliks nie przejawiał chęci do zawarcia bliższej znajomości, a Fantazy, podobnie jak Weronika nie miał zwyczaju narzucania komuś swojej obecności. Tym razem jednak postanowił zmienić taktykę. Opadł lekko na wolny kawałek koca obok Feliksa i trącił skrzydłem o jego skrzydło.
- Cześć, jak się masz? Rzadko się widujemy.
- Cześć - odpowiedział zachrypniętym głosem Feliks. Spoglądał na Fantazego z leciutką obawą. Czasem miał ochotę do niego zagadać, ale szybko się wycofywał do jaskini Łukasza w obawie, że jeśli choć na chwilę straci go z oczu, to wydarzy się coś, czego nie przewidział.
- Słuchaj... - z ostrożnością zaczął Fantazy- Już dawno chciałem z tobą porozmawiać.
- A o czym? - Feliks podejrzliwie spojrzał na swojego towarzysza.
- O naszych podopiecznych. Nie uważasz, że są nieszczęśliwi? Przynajmniej Magdalena jest nieszczęśliwa. Udaje, że tak nie jest, ale ja wiem lepiej. Tęskni za Łukaszem i ciągle ma wobec niego poczucie winy.
- To dziwne – odparł Feliks. Ja mogę o Łukaszu powiedzieć dokładnie to samo.
- Widzisz sam, że mamy o czym rozmawiać.
Tymczasem zdumiona Magdalena bez słowa udała się do garderoby i ze skupieniem zaczęła prasować ulubioną, ale także bardzo elegancką koszulę Łukasza. Syn w tym czasie brał prysznic. Kobieta z czułością rozprostowywała wszystkie zmarszczki na materiale, wyobrażając sobie, że dotyka swojego synka, gładzi go po głowie, plecach, trzyma za rękę. Tyle mogła zrobić, Łukasz bowiem od dawna unikał przytulania i wszelkich innych przejawów bliskości, choć kiedyś bardzo to lubił. Kiedy chłopak wykąpany, pachnący wyszedł z łazienki, wręczyła mu koszulę bez słowa. Nie oczekiwała odzewu, ale usłyszała ciche: „Dziękuję”. Z uwagą spojrzała na swojego syna. Coś się dzieje, podszeptywało jej matczyne serce. Tylko co? Od lat stosunki między nią i Łukaszem były napięte i nieprzewidywalne. Magdalena unikała trudnych tematów, Łukasz unikał jej. Czasem milczenie między nimi trwało całe tygodnie. Kiedyś Magdalena próbowała nawiązywać rozmowę, ale zadane pytanie, rzucone pozdrowienie wpadało w pustkę ciszy lub było kwitowane wzruszeniem ramion. W końcu zaniechała tych prób. Cisza się pogłębiła, ale Magdalena nie wiedziała, jak ma zmienić tę sytuację. Dzisiaj coś się zmieniło... Łukasz miał taki wyraz twarzy, jakby potrzebował świadomości, że nie jest sam, że ktoś go wspiera.
- Wybierasz się na jakieś spotkanie? - zapytała ostrożnie Magdalena.
- Tak – odpowiedział Łukasz. - Mam w planie dziwne spotkanie.
- Dziwne? W jakim sensie? - ciągnęła dialog matka Łukasza.
- Po prostu dziwne - odparł syn i swoim zwyczajem wzruszył ramionami.
Magdalena Fart wiedziała, że rozmowa już się skończyła. Czuła jednak, że spotkanie, o którym wspomniał jej syn, jest dla niego wyjątkowo ważne.
Cdn...

No Alu, dobrze, że V. nas olała. Pewnie tam nie poznalibyśmy Twoich twórczych możliwości. Pisz Alu, pisz!
OdpowiedzUsuńDziękuję, Maniu za zachętę do pisania. Masz rację. Na V. pewnie bym się nie objawiła ze swoją anielską twórczością 😉
Usuń