W sterylnie czystym biurze, za biurkiem, na którym królował komputer, siedziała kobieta. Była piękna. W wieku nieokreślonym można powiedzieć, bo równie dobrze mogła mieć lat trzydzieści jak i pięćdziesiąt. Ciemne lśniące poprzeplatane złotymi pasemkami włosy upięte w fantazyjny kok okalały twarz o miękkich rysach, oczy umiejętnie podkreślone kosmetykami ukrywały się w gęstwinie rzęs, a zadbana cera zdawała się promienieć. Oczy kobiety ze skupieniem wpatrywały się w monitor komputera, a jej czoło łamała głęboka zmarszczka zamyślenia. Musiała koniecznie skończyć dzisiaj raport, czas mijał nieubłaganie, a ona miała pustkę w głowie. Pustkę dotyczącą pracy, bo kłębowisko myśli wypełniające umysł cały czas przywoływało jej przed oczy zupełnie inny obraz.
Jej sześcioletni synek Staś był chory. I nikt nie wiedział dokładnie, co mu jest. Objawy choroby były nieswoiste, liczne konsylia lekarskie, do których doprowadziła siłą swoich pieniędzy, nie wniosły do procesu diagnostycznego niczego konkretnego. Staś gasł w oczach. Był coraz bledszy, prawie przeźroczysty, a w jego oczach czaił się coraz głębszy smutek. Nie interesowały go zabawki, które przynosiła do domu, przestał grać na komputerze. Długie godziny spędzał przy oknie w swoim pięknie urządzonym pokoju i patrzył jakoś tak daleko, jakby wzrok nie rejestrował zadbanego ogrodu, ani specjalnie da niego przygotowanego placu zabaw.
Ewa Skalska spoglądała w ekran komputera i widziała na nim Stasia, jak siedzi spokojniutko przy oknie, jak spogląda przed siebie niewidzącym wzrokiem, jak łagodnie odmawia smakołyków podstawianych mu przed nos przez panią Hanię pełniącą w domu Ewy funkcję gosposi. Pierwszy raz w życiu nie wiedziała, co zrobić. Staś był centrum jej życia. Dla niego zaharowywała się całe dnie i nierzadko noce, dla niego budowała swoją firmę, dbała, żeby mu niczego nie zabrakło. Nie robiła tego z miłości, ale dlatego, że uważała to za swój obowiązek. Pozwoliła mu się urodzić, choć wcale tego nie chciała. Zrobiła to głównie dla pamięci kogoś, kogo kiedyś bardzo kochała, dla kogo żyła. A teraz czuła, ze Staś odchodzi, a ona nie umie go zatrzymać. I to burzyło jej spokój. Fundamenty ostatnich sześciu lat jej życia zostały nadszarpnięte. A ona przede wszystkim potrzebowała spokoju. Wzdrygnęła się nagle. Ciszę jej biura przerwał jakiś dziwny dźwięk. Obejrzała się przez ramię i zauważyła, że na szkle przykrywającym stolik kawowy pojawiła się rysa. Dziwne - pomyślała Ewa, ale nie przejęła się tym specjalnie. Pewnie sprzątaczka musiała wcześniej uderzyć czymś w stolik, a teraz pod wpływem drgań szyba pękła. Znowu zagłębiła się w rubrykach raportu.
Tymczasem Anioł Stróż Ewy Skalskiej zwany przez swych braci Pobudką coraz bardziej wkurzony, bębnił palcami po szybie, a czynił to tak nerwowo, że od głównej rysy rozchodziła się coraz gęściejsza siateczka pęknięć. W rezultacie gładka tafla szkła zamieniła się w setki malutkich okruchów. Ale Ewa tego nie dostrzegała. Wpatrzona w monitor, stukała w klawiaturę pospiesznie, zupełnie sobie nie zdając sprawy z tego, że Pobudka jest u kresu anielskiej wytrzymałości. Otaczał Ewę opieką od dnia jej narodzin. Razem z zakochaną w małej ślicznej istotce rodziną pochylał się z czułością nad kołyską, przykrywał kocykiem, podtrzymywał butelkę z mlekiem, a potem kiedy już mogła samodzielnie jeść, pomagał wyrzucać kaszkę z miseczki na podłogę. Lubiła się z nim bawić. Dla reszty rodziny był niewidzialny, ale Ewunia go widziała. Uwielbiała zaplatać jego anielskie włosy w warkoczyki, liczyła paluszkiem pióra w jego skrzydłach i uśmiechała się do błyszczącej łagodnym światłem aureoli. Niewiele było jej do szczęścia potrzeba. Jej rodzina nie była bogata, ale wszyscy szalenie się kochali i to im wynagradzało ziemskie braki. Dziewczynka w blasku tej miłości pięknie się rozwijała i cieszyła każdym drobiazgiem. Z czasem Pobudka zaczął się ukrywać pod osłoną niewidzialności, ponieważ wiedział, że dziewczyna musi dorosnąć samodzielnie. Czuwał nad nią nadal, ale interweniował coraz rzadziej, Ewa bowiem radziła sobie z życiem znakomicie. Śliczna, mądra, zawsze uśmiechnięta zyskiwała sobie przyjaciół, nawet wśród odwiecznych smutasów. Inni Stróżowie zazdrościli po cichutku Pobudce. Oni ciężko tyrali, ratując swoich podopiecznych z rozlicznych opresji, leczyli niebiańską ambrozją bóle głowy, nektarem zalewali smutki, a Pobudka radosny i dumny chwalił się wokół, jaka mu się gratka trafiła i jakie piękne życie może mieć porządny Anioł Stróż. Nie zwracał uwagi na to, jak Starszy Stróżowy Fabian kiwał z politowaniem głową, słysząc pobudkowe przechwałki. Fabian dobrze wiedział, że każdy Stróż musi odebrać od Najwyższego swoją porcję trudności. Miał rację.
Cdn...
Pięknie te anielskie opowieści.
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że Ci się podobają 😘
UsuńBardzo mi się podobają. Myślałaś, żeby wydać taki mały zbiór opowiadań?
OdpowiedzUsuńChodziły mi takie myśli po głowie 🤔 W sumie nadal chodzą. Dziękuję Ci za dobre słowo 🌷
UsuńNie znałam Cię od tej strony. Owszem, piękne życzenia Twojego autorstwa mogły sugerować literacki talent, ale nie sądziłam, że doczekam się opowiastki w odcinkach! Czekam na cd
OdpowiedzUsuńI poprawiłaś mi humor , Mada 😊 Cieszę się, że uznajesz mój talent literacki, choćby w domniemaniu 😉 Ciąg dalszy będzie...
UsuńWygląda na to, że odnajdziesz się tutaj lepiej niż na vitalii. Taka mała uwaga techniczna. Zmyliła mn8e data, odczytałam 12 luty... ja sobie zmieniłam format bo bardzo nie lubię tego (amerykańskiego?) mmddrr
Usuń12 lutego, chyba?
UsuńPojęcia nie ma, czy to format amerykański ? Masz jednak rację, to, co wybrałam może mylić. 12 lutego 😊
UsuńO jaki fajny tekst. Czekam na dalszy ciąg...:)
OdpowiedzUsuńDziękuję. 😊Ciąg dalszy niebawem ...
UsuńCo ja widzę! Opowieści:)
OdpowiedzUsuńJakoś tak wyszło 😉
Usuń