Kiedy Ewa dorosła, pomyślnie skończyła studia i poznała swojego przyszłego męża, Pobudka nie posiadał się z radości i dumy. Wybranek Ewy – Marcin był porządnym człowiekiem, kochał Ewę jak wariat, a ich wspólne życie zapowiadało się sielankowo. Oboje młodzi pracowali, cieszyli się życiem i z ufnością spoglądali w przyszłość. Po ślubie kupili małe mieszkanko i urządzili je z miłością. Żyli zgodnie i szybko zaczęło im się bardzo dobrze powodzić. Założyli razem firmę, która przynosiła duże dochody. Rozpoczęli budowę domu. Wszystko układało się doskonale. Największe szczęście jednak dopiero miało przyjść. Pobudka wraz z Aniołem Stróżem Marcina – Bratkiem otrzymali z działu narodzin informację, że niedługo ich anielska kompania ma się powiększyć. Ewa spodziewała się dziecka! Nic nie zapowiadało tragedii.
Pewnego dnia Bratek gdzieś zniknął. Było przecudnej urody wiosenne popołudnie. Słońce igrało w liściach lipy rosnącej nieopodal tarasu, na którym Ewa odpoczywała. Jej ciemnowłosa główka opierała się na wezgłowiu leżaka, oczy były zamknięte, na ustach błąkał się tajemniczy uśmiech. Głaskała leciutko swój zaokrąglony brzuszek i marzyła… Pobudka przyglądał się swoje podopiecznej z czułością. Siedział na konarze lipy, skrzydła mu leciutko drgały dla utrzymania równowagi i rozglądał się wokół w poszukiwaniu swojego anielskiego druha. "Gdzież on się podziewa?" Co prawda Marcin jeszcze z pracy nie wrócił, ale Bratek zawsze go wyprzedzał, lądując z łopotem skrzydeł przed drzwiami domu. Czas mijał i cienie nadchodzącego zmierzchu rozpoczęły swój taniec na płytkach tarasu. Pobudka zaczął się niepokoić. Odganiał od siebie złe przeczucia, próbował się skupić na wymyślaniu zabaw dla mającego się pojawić na świecie Stasia, ale nic mu z tego nie wychodziło. I nagle usłyszał cichy szloch. Rozejrzał się wokół siebie i zobaczył Bratka, który wlókł się ku domowi na piechotę. Ciągnął za sobą połamane skrzydła, a jego anielskie lico zalane było łzami. Pobudka poderwał się do lotu i dopadł do przyjaciela.
- Co się stało?
Bratek zaniósł się gorzkim płaczem.
- Straciłem go! Nie upilnowałem, nie dałem rady! Marcin nie żyje!
Pobudka zmartwiał. Rozumiał ból przyjaciela, rozumiał jego dramat, ale dla niego teraz najważniejsza była Ewa. A ta zniknęła z jego pola widzenia. Rzucił się na poszukiwania i znalazł. Ewa siedziała na schodach wiodących na piętro i niewidzącym wzrokiem wpatrywała się w ścianę. Szeroko otwarte oczy były suche. Anioł usiadł obok niej i otoczył skrzydłami. Delikatnie muskał oddechem włosy Ewy, szeptał jej do ucha słowa pocieszenia, ale nie reagowała. Dam jej czas, pomyślał Pobudka. Będę przy niej, a jak zacznie płakać, utulę i pomogę przetrwać ból. Ewa jednak nie płakała. Ból rozpanoszył się w jej sercu i postanowił zostać na dłużej. Anioł Stróż dobrze wiedział, co to oznacza. Kiedy straszny ból opanuje serce człowieka, zamykają się drzwi dla wszystkich uczuć i człowiek zaczyna umierać od środka. Powoli, na raty, ale nieuchronnie ginie dla siebie i świata.
Czegóż to anielisko – biedaczysko nie próbowało, żeby na usta Ewy przywołać uśmiech, żeby dobić się do jej serca, zmusić do oczyszczającego płaczu. Ewa przestała czuć cokolwiek. Malutkie życie rozwijające się w jej łonie potraktowała jak zadanie do wypełnienia. Dobrze się odżywiała, chodziła na długie spacery, kompletowała wyprawkę i pracowała. Pracowała jak szalona, bo tylko tam w sterylnym biurze na chwilę potrafiła zapomnieć o swojej tragedii. Pobudka chodził za nią jak wierny pies, nudził się kiedy Ewa pracowała, niemożliwie, ale nie opuszczał ani na chwilę. Czekał na narodziny Stasia. Liczył na to, że dziecina pobudzi do życia zakamieniałe w bólu serce Ewy.
Kiedy nadszedł wielki dzień, pełen nadziei Pobudka czuwał na Ewą ze szczególną troskliwością. Ocierał pot z czoła, masował skrzydłem plecy, pomagał przeć. Gdy rozległ się pierwszy krzyk Stasia, rozpłakał się z wielkiej radości i zdumiony ujrzał, że w szpitalnej sali pojawił się Bratek. Pobudka rzucił się w ramiona swojego anielskiego druha. Na pytające spojrzenie Pobudki Bratek odpowiedział: „Góra przysłała mnie tutaj celowo. Nie mogłem się pogodzić z tym, że nie dopilnowałem Marcina. Tak długo rozpaczałem, że postanowiono dać mi szansę i oddać w moją opiekę jego synka.” Bratek z miłością pochylił się nad dzieckiem. Patrzył na nie przez długą chwilę, połaskotał piórkiem po główce i zamyślony spojrzał smutnym wzrokiem na Pobudkę.
- Nie wiedziałem, że dostanę tak wymagające zadanie. Malutki jest chory.
- Jak to? - zapytał ze zdumieniem Pobudka. Jak to chory ? Ewa tego nie przeżyje!
Bratek spojrzał ze smutkiem na Pobudkę.
- A uważasz, że ona żyje? -odpowiedział pytaniem na pytanie. Zamknęła się w swoim bólu i odizolowała od życia. Zatruła swoim cierpieniem własnego syna. Mały już choruje na brak miłości, a będzie coraz gorzej.
Bratek z troską spojrzał na czerwoną od płaczu twarzyczkę dziecka i popatrzył znacząco w stronę Ewy. Pobudka podążył za wzrokiem druha. Ewa zmęczona trudami porodu leżała milcząco na łóżku. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z faktu, że kobieta nie zapytała o dziecko, nie domagała się, żeby je przytulić. Wpatrywała się w wirujące na wietrze złote liście, a wzrok miała pusty i całkowicie obojętny. Trwoga ogarnęła serce anioła. Nie było już ślicznej radosnej Ewuni, która plotła mu warkoczyki, nie było pełnej ciepła kobiety piekącej placek ze śliwkami w mgliste listopadowe wieczory. Zapłakał anioł Pobudka gorzkimi łzami i zrozumiał, że Najwyższy przeznaczył mu niezwykle trudne zadanie do realizacji. Musi pobudzić Ewę do życia. Musi otworzyć jej serce, przegonić ból, uratować i ją, i Stasia. Na twarzy Pobudki pojawiła się determinacja. Bratek jednak nadal smętnie kiwał głową nad dzieckiem, jakby nie wierząc w powodzenie misji swojego kolegi.
Cdn...

Ładne ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️
Usuńtragiczne ale piękne.życie potrafi "dowalić"
OdpowiedzUsuńDziękuję 😊
Usuń