Przejdź do głównej zawartości

"Anielska intryga" - odcinek 3...


 

Mijały lata i wszystko wskazywało na to, że Bratek miał rację. Otaczał Stasia troskliwą opieką, ale tak naprawdę nie miał wiele pracy. Dziecko było nadzwyczaj spokojne, grzecznie jadło, spało w nocy, tak jakby nie chciało sprawiać jakiegokolwiek kłopotu swojej matce. Ewa zadbała o to, by Staś miał zapewnione wszystkie potrzeby. Zatrudniła opiekunkę, nie szczędziła pieniędzy ani na ubranka, ani na zabawki. Wręcz przeciwnie, Staś miał dużo więcej niż inne dzieci w jego wieku. Od czasu do czasu zaglądała do pokoju dziecka, zawsze wtedy, kiedy spało. Stawała cicho przy łóżeczku i patrzyła na Stasia zamyślonym wzrokiem. Kiedyś zdarzyło się, że Staś się obudził i spojrzał na swoją mamę oczyma, w których czaiło się niedowierzanie, że ona tu jest. Ewa uciekła. Nie chciała, żeby syn na nią patrzył oczyma swojego ojca.

Kiedy Staś skończył pięć lat, wkrótce po dniu urodzin, który jak zwykle spędził z gosposią Hanią, coś się wydarzyło. Chłopczyk był właśnie w ogrodzie. Był piękny październikowy dzień, świeciło słońce, a liście wirowały na wietrze. Staś wybierał co piękniejsze okazy złotych liści i usiłował ułożyć z nich bukiet. Pomyślał w swoim dziecięcym rozumie, że podaruje ten bukiet swojej mamie i miał nadzieję, że Ewa się do niego uśmiechnie. Czekał na powrót mamy cierpliwie, a kiedy wróciła do domu podbiegł do niej i wyciągnął rączkę z jesiennym bukietem.

- Popatrz, te liście są jak błyski w twoich włosach. To dla ciebie mamusiu – powiedział.

Ewa zachłysnęła się własnym oddechem, spojrzała na syna z przerażeniem, a potem krzyknęła:

- Odejdź ode mnie, odejdź natychmiast i nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj!

Świat pociemniał tak, jak pociemniały oczy Stasia. Chłopczyk nie rozumiał, co uczynił złego? W oczach zaszkliły się łzy, a w piersiach zabrakło tchu. Przez tarasowe okno wpełzła do salonu szarobura poświata i ogarnęła stojące bez ruchu dziecko trzymające w opadłej bezwładnie ręce bukiet jesiennych liści. Bratek nie zdążył rozpostrzeć skrzydeł i lepka burość przykleiła się do Stasia i prawie wchłonęła drobne ciało. Przejęty i zdezorientowany Pobudka stał za Ewą i przyglądał się bezradnie, jak Bratek próbuje zedrzeć ze Stasia złowrogi cień, ale jego wysiłki spełzły na niczym. Oczy Stasia, do tej chwili wypełnione łzami wyschły, a jednocześnie przygasły. Chłopczyk odwrócił się bez słowa i poszedł do swojego pokoju. Tam usiadł przy oknie, a jego wzrok utkwił w nieodgadnionej dali. Nie płakał, nie ruszał się, po prostu patrzył.

Pobudka z Bratkiem załamali skrzydła. Szybki jesienny zmierzch okrył swoim ciemnym płaszczem ogród i tylko bardzo bystry obserwator mógł dostrzec, że w gałęziach pokrytego złotymi liśćmi klonu coś dziwnego się dzieje. Trwała anielska narada. Anioły Stróże dobrze wiedziały, że koniecznie muszą coś wymyślić, żeby uratować parę swoich podopiecznych.

- Sami sobie nie poradzimy – Pobudka nerwowo wyrywał sobie drobne piórka ze skrzydeł.

- Przestań - Bratek powstrzymał dłoń Pobudki - Będziesz wyglądał jak nieopierzony kurczak. Zgadzam się, że sami nie damy rady. To nie jest na nasze pospolite stróżowskie głowy.

- No dobrze – odparł Pobudka – Kogo jednak można by poprosić o pomoc?

- Znam kogoś, kto mógłby się do nas przyłączyć. To taki anielski anarchista. Wyobraź sobie, że ukradł Gabrielowi trąbę, żeby ratować ludzkość przed złymi myślami. Zwą go, nomen omen, Aniołem Dobrych Myśli. Działa niestandardowo, ale jest skuteczny.

- Coś sobie przypominam – odparł podekscytowany Pobudka. To było wtedy, kiedy Najwyższy zesłał na ziemię pandemię, żeby zburzyć stary porządek na świecie. Pamiętam jak odgłos trąby zerwał mnie ze snu. Pobiegłem do pokoju Ewuni, ale nie miałem wiele pracy. Ewa była jeszcze wtedy słodkim dzieckiem, które uśmiechało się do świata pomimo konieczności zakrywania buzi maseczką. Choć nie powiem, sporo się napracowałem nad tym, by ją nosiła. Buntowała się, bo maseczka zakrywała jej śliczną buzię i mała mawiała, że nie widać, kiedy szczerzy białe ząbki w radosnym uśmiechu.

- Wtedy pracy nie miałeś – zauważył Bratek – ale dzisiaj już tak nie jest. Jako Anioł Stróż ponosisz sromotną klęskę.

- To prawda. Pobudka zakrył załzawione oczy skrzydłem. Znasz Anioła Dobrych Myśli osobiście? – zapytał Bratka.

- Znam. Pomógł mi, kiedy rozpaczałem po stracie Marcina. To on wybłagał dla mnie nową misję.

- Jeśli tak, to poprośmy go o pomoc – zawołał Pobudka.

Nazajutrz anioły przystąpiły do dzieła. Bratek pomknął na niebieskie błonia w poszukiwaniu Anioła Dobrych Myśli, pozostawiając Stasia pod opieką Pobudki. Koło południa wrócił z radosną wieścią, że anielski pomocnik przybędzie wieczorem na spotkanie. Kiedy zapadła noc, Bratek wraz z Pobudką z niecierpliwością oczekiwali na zapowiedzianą wizytę.

Anioł Dobrych Myśli pojawił się niespodziewanie. Zapowiedział go szum anielskich skrzydeł i świetlista poświata na posadzce salonu. Był piękny, choć w sposób nieoczywisty. Tak naprawdę to najpiękniejsze były jego oczy. Pełne blasku, spokojne i ciepłe. Ten, na kogo spojrzał, czuł, jakby wlewało się w niego światło i pewność, że wszystko, choćby nie wiadomo, jak trudne, skończy się dobrze. Pobudka i Bratek poczuli to spojrzenie, a ich anielskie serca ogarnęła ufność i ulga. Nie byli już sami. Długo rozmawiali z Aniołem Dobrych Myśli, a kiedy ten odleciał, spojrzeli na siebie, pomimo wszystko z lekkim niepokojem.

- Myślisz, że to się uda ? - zapytał Pobudka

- Nie wiem – odparł Bratek, ale tak jak teraz dalej być nie może. Ewa umarła dla świata, a Staś niedługo dołączy do Marcina.

Anioł Pobudka miał jednak wątpliwości. Kochał Ewę całym sercem. Od chwili narodzin chronił ją jak tylko mógł, a teraz miał jej świadomie zrobić krzywdę. To się kłóciło z jego poczuciem misji i obowiązku. Nie tak wyobrażał sobie swoją pracę.

Cdn... 

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nowy początek

Napiszę wprost. Szukam nowego miejsca dla siebie. Przez 15 lat regularnie prowadziłam pamiętnik "odchudzania" na portalu poświęconym tej tematyce. Opcja prowadzenia pamiętnika okazała się być fantastyczna, bo nie tylko pozwalala pisać o perturbacjach związanych z pozbywaniem się nadmiaru kilogramów, ale dzięki dzieleniu się swoimi przemyśleniami z innymi osobami powstała społeczność świetnych ludzi, a konkretnie kobiet, z którymi połączyła mnie przyjaźń nie tylko wirtualna. A teraz vitalia, bo o tym portalu mowa, likwiduje funkcję pamiętników. Wyrzuca nas. Dlaczego? Z przyczyn generalnie finansowych, bo nie kupujemy jej diet, nie korzystamy z innych płatnych funkcji, tylko piszemy o życiu. W sumie rozumiem, żaden to interes. Nikt już nie pamięta o wcześniej wykupowanych abonamentach, o reklamie, jaką robiłyśmy jej przez lata pomiędzy swoimi znajomym, o sympatii i przede wszystkim tego, że ożywiałysmy portal liczbą wejść. Nic już się nie da zrobić, a ja szukam miejsca na swoje...

Dzień drugi...

Na początku postanowiłam odliczać. Podejrzewam, że będę to działanie kontynuować do 15 grudnia. Wtedy zakończy się pewna epoka w moim życiu. Epoka pamiętnika na vitalii. Kiedy zakładałam ten pamiętnik, nie podejrzewałam nawet, jak ważny stanie się dla mnie i jak ważne będą dla mnie osoby, które dzięki temu poznam, a przede wszystkim, jak ważna będzie przemiana moich myśli i rozmaitych refleksji w słowa, którymi dzieliłam się z czytelniczkami moich zapisków.  To dziwne uczucie, kiedy trzeba pożegnać się z czymś,  co stanowiło stały element prawie każdego dnia i pogodzić się z decyzją, która w żaden sposób nie zależała od ciebie. Takie jednak jest życie. Składa się z początków i zakończeń i wygląda na to, że mamy na taki układ wpływ minimalny. Nie ukrywam swojego smutku i pozwalam mu płynąć. Jestem jednak z gruntu osobą, która nie lubi za długo oglądać się wstecz. Dlatego wyznaczam sobie datę 15 grudnia, do której będą się w moich wpisach pojawiać refleksje związane z przemijani...

Pada śnieg...

 Pierwszy śnieg. Dzień trzeci ...  W chwili obecnej najbardziej pochłania mnie uczenie się technicznych możliwości bloga. Trzeba tegoż bloga   jakoś  poukładać i  nadać mu osobisty charakter. Nie jest to łatwe. W końcu jestem panią 60+ , choć nie wyglądam 😉. Właściwie to mnie nawet wkurza, że się mnie bez mała siłą wtłacza w ramy seniorki. Dla mnie to słowo nie ma zbyt pozytywnego znaczenia, a starość i młodość od zawsze oznaczały stan ducha i umysłu, a nie wskazania metrykalne. Pogodzić się jednak muszę z faktem, że wszelakie nowinki techniczne, przynajmniej na początku utrudniają mi życie. Na szczęście lubię się uczyć. 😊 Wczoraj sypnęło pierwszym śniegiem w tym roku. Najpierw deszcz się ze śniegiem mieszał, a potem ustąpił miejsca białym płatkom, a one przez noc zrobiły swoje. O poranku przywitał mnie za oknem świat baśniowy. Nie przepadam za zimowym okresem, ale nie mogę mu odmówić spektakularnej urody, kiedy wszystko staje się dziewiczo białe, a krajo...