Mijał dzień za dniem. Zbliżał się magiczny czas Świąt Bożego Narodzenia. Bratek coraz częściej spoglądał znacząco na Pobudkę. Staś zapadał się w sobie bardziej i bardziej. Przestał się uśmiechać i godzinami wpatrywał się w okno. Przez dom przewijali się różni lekarze sprowadzani przez Ewę, bo i ją dziwne zachowanie synka zaczęło niepokoić. Nie zmieniła swojego zachowania wobec dziecka, ale jej ruchy zrobiły się bardziej nerwowe i coraz więcej czasu spędzała w pracy. Staś natomiast nikł w oczach. Szarobura poświata otaczała go ciągle, z dnia na dzień przybierając coraz ciemniejszy odcień. Bratek robił, co mógł, żeby ją zdjąć ze swojego podopiecznego, ale ona tak wżarła się w drobne ciałko, że nic nie dawało jej rady.
Pewnego dnia Pobudka usłyszał straszliwy szloch Bratka. Uniósłszy się na skrzydłach, błyskawicznie pofrunął do pokoju Stasia. Zobaczył, jak Pobudka bezskutecznie próbuje pobudzić Stasia do jakiegokolwiek ruchu. Dziecko zastygło przy oknie i wyglądało jak pełen bólu posążek.
- On umiera – płakał rozpaczliwie Bratek. Nie mogę na to patrzeć. Ocierał łzy, które wartkim strumieniem spływały z jego oczu.
Pobudka poruszony bólem druha ruszył w kierunku pokoju Ewy. Kobieta szykowała się do pracy. Starannie nakładała na twarz makijaż, układała włosy w misterną fryzurę. Pobudka z niechęcią przyznał sam przed sobą, że Ewa nie jest tak doskonała, jak zawsze uważał. Pomimo bolesnych doświadczeń nigdy nie opuściła jej próżność. Zdawała sobie sprawę ze swojej urody i zawsze ją podkreślała. Z czasem dbanie o wygląd stało się jej obsesją. A może skorupą, w której się ukrywała ? Anioł poczuł, że wzbierają w nim dziwne uczucia.
Ewa Skalska wsiadła do samochodu i jak co dzień ruszyła do biura swojej firmy. Pobudka siedział na dachu auta, a jego skrzydła powiewały na wietrze. Zazwyczaj siadał obok Ewy, ale dzisiaj musiał ochłonąć. Dobrze mu robił ostry pęd powietrza. Droga minęła szybko i znowu trzeba się było przygotować na nudne godziny siedzenia w biurze, kiedy Ewa będzie pracować.
Siedział teraz coraz bardziej wkurzony, a szyba stolika popękana na tysiące kawałków coraz częściej przyciągała jego wzrok. Usiłował się uspokoić, ale nie mógł. Spoglądał na Ewę i ogarniała go coraz większa wściekłość na nią i na swoją bezradność. W pewnym momencie kobieta wstała, żeby zrobić sobie kawy. Ekspres stał na szafce. Żeby do niej dojść, Ewa musiała ominąć stolik, przy którym siedział jej Anioł Stróż. To była zwykła codzienna czynność wykonywana automatycznie. Tylko, że dzisiaj wszystko miało być inaczej. Kobieta nie zauważyła, że róg dywanika, na którym stał stolik jest podwinięty. Zahaczyła o niego eleganckim bucikiem na wysokim obcasie, straciła równowagę i runęła całym ciałem na stolik z popękaną szybą. Krzyknęła rozpaczliwie, kiedy w jej śliczną twarz wbiły się ostre okruchy szkła.
Pobudka, który wcześniej ruszyłby jej na pomoc, ochraniając czule skrzydłami, tym razem siedział nieruchomo na fotelu, zaciskając powieki. Słyszał odgłos upadającego ciała, w głowę wwiercił mu się jęk Ewy, ale nie uczynił żadnego ruchu. Kiedy otworzył oczy, zobaczył, jak Ewa podnosi się powoli i niezdarnie z upadku i zaczyna z lękiem dotykać swojej twarzy. Igiełki szkła wbiły się głęboko w jej oblicze, a rany powoli zaczęły wypełniać się krwią. Kobieta słaniając się na nogach, podeszła do wiszącego na ścianie lustra. W powietrze wzbił się ostry krzyk przerażenia.
Serce Pobudki ścisnął przeraźliwy ból. Czuł się winny, ale w jego anielskim umyśle jarzyła się jak ognik myśl, że nie mógł inaczej postąpić, że stało się to, co miało się stać. Potem wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Współpracownicy Ewy wezwali pogotowie ratunkowe, które przybyło na miejsce wypadku wyjątkowo szybko. Twarz Ewy wyglądała przerażająco. Z licznych ran sączyła się krew i skapywała rubinowymi kroplami na elegancką białą bluzkę. W jednej sekundzie świat podopiecznej Pobudki najpierw stanął w miejscu, a potem ruszył w zupełnie innym, nieoczekiwanym kierunku. Anioł towarzyszył Ewie w drodze do szpitala, unosił się nad stołem operacyjnym, kiedy chirurg oczyszczał rany ze szklanych okruchów, zakładał klamry i szwy. Trzymał jej bezwładną dłoń, kiedy wychodziła z pooperacyjnej narkozy i zadawał sobie pytanie: Co teraz będzie?
Po przebudzeniu Ewa najpierw rozejrzała się wokół siebie z niepokojem. Jasne ściany szpitalnej sali pozbawione jakichkolwiek ozdób nie przypominały ścian jej sypialni. Poruszyła się niespokojnie na łóżku, usiłowała unieść głowę, ale ból płynący z napiętych szwami ran twarzy skutecznie jej to uniemożliwił.
- Gdzie ja jestem? - wyszeptała, ale odpowiedziała jej cisza. Dostrzegła kątem oka jakieś dziwne światło obok łóżka. Tak jakby przez okno wpadał do pokoju promień słońca. Z lękiem dotknęła twarzy. Jej palce nie poczuły jednak gładkości skóry policzków, tylko szorstką strukturę bandaża. I wtedy do kobiety dotarła świadomość tego, co się wydarzyło.
Pobudka siedział nieruchomo na taborecie obok łóżka, na którym leżała Ewa i nie wiedział, co ma zrobić. Oczekiwał, że Ewa zacznie krzyczeć, w najlepszym wypadku płakać, ale nic takiego się nie stało. Ręka kobiety opadła na kołdrę, a powieki zakryły oczy. Wydawało się, że zasnęła, ale niespokojny oddech poruszający jej klatkę piersiową zaprzeczał temu wrażeniu. Nagle Pobudka usłyszał szum skrzydeł. Przy wezgłowiu szpitalnego łóżka stanął Anioł Dobrych Myśli. Spojrzał na obwiązaną bandażami głowę Ewy, a potem położył na jej czole swoją białą, świetlistą dłoń i zaczął mówić:
- Ewuniu, pamiętasz, jak pierwszy raz spotkałaś Marcina? Przypomnij sobie tę chwilę. Szukałaś pracy. W tym dniu poszłaś na pierwszą w swoim życiu rozmowę kwalifikacyjną. Nie przebiegła po twojej myśli, a przy tym człowiek, z którym rozmawiałaś, okazał się wyjątkowo wrednym typem. Opuściłaś biurowiec roztrzęsiona i zapłakana. Po twojej twarzy spływały łzy zmieszane z tuszem do rzęs, tworząc brzydkie ciemne smugi, z nosa ci kapało, a Ty nie mogłaś znaleźć w torebce chusteczki higienicznej. Wykorzystałaś dziecięcy sposób i użyłaś do wytarcia nosa rękawa żakietu. I wtedy poczułaś obok siebie czyjąś obecność i jakaś wyglądająca na męską ręka podała ci staroświecką kraciastą chusteczkę do nosa. Uniosłaś oczy i zobaczyłaś przed sobą przystojnego młodego mężczyznę, który patrzył na ciebie z zachwytem. Pamiętasz ten zachwyt Ewuniu? Nigdy nie zniknął. Trwał w oczach Marcina do końca. Bo Marcin patrzył na ciebie z miłością, spoglądał w twoją duszę, w twoje serce i tam dostrzegał piękno. Wróć do domu, Ewo, wróć do domu….
Pobudka siedział cichutko i słuchał, a kiedy Anioł Dobrych Myśli zdjął dłoń z czoła Ewy, z niedowierzaniem zauważył, że kobieta się uśmiecha, ale z jej oczu spływają ciche łzy.

Po trudnym dniu, jakże miło przeczytać kolejny odcinek tej uroczej opowieści. Dziękuję 💕
OdpowiedzUsuńBardzo proszę, Aniu 💖 To mnie jest miło, że Ci się ta opowieść podoba 😘
Usuń