Bratek stał oparty o futrynę okna i przyglądał się Stasiowi. Dziecko, jak to miało ostatnio w zwyczaju, siedziało przy oknie i pustym wzrokiem wpatrywało się w przestrzeń ogrodu. Bezlistne krzewy i drzewa kładły się ponurymi cieniami na cieniutkiej warstwie śniegu pokrywającej ziemię. Gdzieś w oddali błyszczały światełkami bożonarodzeniowe ozdoby w sąsiedzkich ogrodach. Staś jednak nie zwracał na nie uwagi. Od czasu do czasu wzdrygał się, jakby mu było zimno i kulił drobne ramionka. Na próżno Bratek przyganiał do ogrodu wiewiórki, mając nadzieję, ze ich harce wywołają na dziecięcej twarzyczce uśmiech. Na próżno wzbijał w powietrze suche liście, żeby tańczyły na wietrze. Nic nie poruszało malca. Żył, ale z dnia na dzień przypominał bardziej marionetkę poruszaną rytmem dnia i nocy.
W dniu wypadku Ewy wydarzyło się jednak coś dziwnego. W pewnym momencie anioł ujrzał, jak oczy Stasia wypełniają się łzami. Spłynęły jasnym strumieniem po policzkach chłopczyka, a zdumione dziecko zamrugało ze zdziwieniem powiekami. To była krótka chwila, jednak bystre oko Bratka dostrzegło, że Staś zdaje się być czymś poruszony. Rozległ się dźwięk telefonu. Bratek usłyszał pełen przestrachu głos gosposi. Kiedy stanęła w drzwiach, Staś odwrócił się ku niej i zapytał: Mama jest chora, prawda? Było to tak niespodziewane, że Hania wydała z siebie okrzyk przestrachu. Chłopiec bowiem od długiego już czasu do nikogo się nie odzywał.
- Jest chora i jest w szpitalu, prawda? – powtórzył pytanie.
-Tak, twoja mamusia miała mały wypadek i jest w szpitalu – odparła gosposia. Lekarze na pewno jej pomogą i szybko wróci do domu.
Staś wpatrywał się w gosposię szeroko rozwartymi oczyma i po raz pierwszy od bardzo długiego czasu w jego wzroku pojawiła się energia.
- Mama będzie potrzebowała mojej pomocy. Muszę ją zobaczyć. Haniu, zawieź mnie do szpitala – powiedział.
Zachowanie chłopczyka było tak niecodzienne, tak odmienne od dziwnego bezruchu, w jakim trwał długo, że Hania przestraszyła się nie na żarty. Zbliżyła się do Stasia, otoczyła ramionami, przytuliła mocno do obfitej piersi i odrzekła:
- Nie dzisiaj Stasiu. Mama jest po operacji. Na pewno śpi i nikogo do niej nie wpuszczają. Poczekamy, aż lekarz pozwoli na odwiedziny. Teraz grzecznie pójdziesz spać, a jutro będzie nowy, lepszy dzień. Mama na pewno chciałaby, żebyś się nie przejmował. Wszystko będzie dobrze, dziecino.
W oczach malca pojawiło się zrozumienie.
- Tak, mamusia musi odpoczywać. Jutro do niej pojedziemy. A teraz już pójdę spać.
Nie da się opisać radości Bratka. Anioł podskakiwał na jednej nodze, rozkładał i składał skrzydła, kręcił się w kółko, aż z tego zamieszania w pokoju chłopca pojawiła się jaśniejąca perłowo poświata. Zdziwiona gosposia rozglądała się w koło, nie rozumiejąc, skąd nagle to dziwne światło –nieświatło. Wreszcie machnęła ręką. Uznała, że jej się wszystko przewidziało na skutek wielkich emocji.
Kiedy mały zasnął, Bratek uznał, że może się na chwilę oddalić. Miał zamiar polecieć do szpitala. Chciał się podzielić z Pobudką radosną wieścią. Chwilę trwało zanim znalazł salę, w której leżała Ewa. Kobieta spała niespokojnie, a Pobudka chłodził delikatnym ruchem skrzydeł jej rozpaloną głowę. Kiedy zobaczył Bratka, zdumiał się niepomiernie, ale i zezłościł.
- Co tu robisz anielski baranie? Mało na dzisiaj nieszczęścia? Zostawiłeś Stasia samego? Oszalałeś?
- Bracie Pobudko! Zamilcz natychmiast. Przybyłem, żeby Ci powiedzieć, że nasz plan się powiódł. Coś drgnęło. Staś się przebudził ze swojego odrętwienia!
Takiej wieści Pobudka się nie spodziewał. Zatchnęło go ze zdziwienia, ale i z ulgi, że może i on nie zrobił nic złego. Ewa żyje, płakała dzisiaj serdecznie po spotkaniu z Aniołem Dobrych Myśli, w Stasiu nastąpiła zmiana na lepsze. Chwała Najwyższemu! Nie zdążył jednak podzielić się swoimi emocjami z Bratkiem, bo tego już nie było.
Nazajutrz Staś obudziwszy się ze zdumieniem zauważył, że na jego łóżku siedzi obcy mężczyzna i wpatruje się w niego z ciepłym uśmiechem. Ubrany był w jasne spodnie i błękitny sweter, którego kolor wyjątkowo pasował do jego niebieskich oczu. Wokół nieznajomego roztaczało się jasne światło, a on sam wydawał się dziwnie nierealny. Chłopczyk nie przestraszył się. Od mężczyzny w błękitnym swetrze biło takie ciepło i taka dobroć, że chciało się do niego po prostu przytulić. Spragnione dotyku dziecko odrzuciło kołderkę i nie pytając, wgramoliło się nieznajomemu na kolana. Staś poczuł, że otaczają go silne ramiona i mocno przygarniają do piersi. Zrobiło mu się tak dobrze, tak bezpiecznie, jak nigdy w życiu. Przywarł do nieznajomego całym swym drobnym ciałkiem i zaniósł pierwszym życiu płaczem pełnym niewypowiedzianego nigdy żalu, smutku lat pozbawionych miłości, czułości i poczucia, że jest komuś naprawdę potrzebny. Głęboki szloch gubił się w miękkim swetrze obcego mężczyzny i wsiąkał w niego gorącymi, dziecięcymi łzami. Nieznajomy przytulał Stasia do siebie i gładził małe plecki z czułością. Kołysał malca w ramionach tak długo, aż poczuł, że dziecko powoli się uspokaja. Kiedy ustały ostatnie westchnienia, delikatnie odsunął malca od siebie i spojrzał mu w oczy. A oczy te były tak samo niebieskie, jak jego własne.
- Stasiu – powiedział spokojnym głosem. To, co ci teraz powiem, może się wydać dziwne i niepojęte i nie chciałbym, żebyś się przestraszył. Wysłuchasz mnie?
Chłopczyk pokiwał potakująco głową. Wtedy nieznajomy, odetchnąwszy najpierw głęboko, powiedział: Jestem twoim tatą, Stasiu.
Oczy dziecka rozwarły się szeroko ze zdumienia.
- Przecież mój tata nie żyje! Powiedziała mi o tym nasza gosposia Hania. Powiedziała mi, że mamusia dlatego jest dla mnie taka dziwna, bo bardzo przeżyła śmierć taty. Ja nigdy nie widziałem swojego taty. Umarł zanim się urodziłem.
Staś wyrzucił to z siebie jednym tchem i przez chwilę wydawało się, że znowu zapadnie w swoje odrętwienie. Nieznajomy mężczyzna jednak przytulił do siebie chłopca mocno i ponad jego główką powtórzył:
- Naprawdę jestem twoim tatą. Przybyłem tutaj, bo nie chcę, żeby z powodu mojego odejścia cierpienie pozbawiło życia dwoje najdroższych, najbardziej ukochanych przeze mnie osób. Wiem, że trudno ci to zrozumieć, ale uwierz mi, proszę. Jestem twoim tatą. Mam na imię Marcin. Nosisz moje nazwisko – Skalski.
Ciepło bijące od mężczyzny, który mienił się jego ojcem, sprawiło, że malec się uspokoił, ale nadal z niedowierzaniem spoglądał na nieznajomego. Mężczyzna wstał. Trzymając małego w ramionach skierował kroki do pokoju Ewy. Szedł pewnie, tak jakby znał mieszkanie. W pokoju Ewy szybko podszedł do toaletki i otworzył jedną z szuflad. Długo w niej czegoś szukał, aż wreszcie odetchnąwszy z wyraźną ulgą, wyciągnął fotografię oprawioną w cienką srebrną ramkę. Pokazał ją Stasiowi. Na zdjęciu uśmiechała się do obiektywu Ewa, opierając głowę na ramieniu mężczyzny, który ją obejmował z czułością. Mężczyzna z fotografii miał na sobie jasne spodnie i błękitny sweter. Wyglądał dokładnie tak jak nieznajomy.
Staś wpatrywał się w fotografię przez długą chwilę.
- Mamusia nigdy mi nie pokazała zdjęcia mojego taty. On wygląda dokładnie jak ty - szepnęło dziecko.
- To naprawdę ja, Stasiu. A ty wyglądasz dokładnie jak ja sam, gdy byłem w twoim wieku – odparł cichym głosem mężczyzna. Postawił syna na podłodze, ujął go za rączkę i wrócili do pokoju chłopca. Tam długo ze sobą rozmawiali, a potem nagle mężczyzna zniknął. Kiedy gosposia Hania weszła do pokoju Stasia, jej oczom ukazał się niespodziewany widok. Chłopczyk siedział przy swoim biureczku i z zapamiętaniem coś rysował. Na widok Hani uśmiechnął się radośnie, a potem pokazał kobiecie obrazek.
- Był u mnie mój tata, Haniu. Popatrz, tak wygląda.
Kobieta zachwiała się i podniosła rękę do twarzy, zakrywając usta otwarte do krzyku przerażenia. Z obrazka uśmiechała się do niej twarz nieżyjącego Marcina.
- Wiesz Haniu, że ja nawet nie wiedziałem, że umiem tak ładnie rysować. Oczy Stasia jaśniały dumą. Nie zauważył przerażenia gosposi i z zapałem pytlował o tym, jak tata go przytulał i że obiecał być przy nim zawsze, choć Staś nie będzie go widział. Kiedy skończył swoją opowieść, ze zdumieniem odkrył, że Hania płacze rzewnymi łzami.
- Dlaczego płaczesz, Haniu – zapytał chłopczyk ?
- Ze szczęścia – odrzekła kobieta i przytuliła mocno Stasia do siebie. Hania była bowiem bardzo mądrą kobietą i wiedziała, że są rzeczy, których normalny człowiek rozumem nie ogarnie. Sama mocno przeżyła odejście Marcina i przez wiele lat modliła się gorąco przed snem o to, by do tej nieszczęsnej rodziny wróciła miłość. I oto na jej oczach dokonywał się cud. Widać Góra dostrzegła ból Stasia i postanowiła mu pomóc, zsyłając na ziemię ducha jego ojca. Bała się jedynie o to, jak Ewa przyjmie tę niecodzienną opowieść. Biedna Ewa. Nie dość, że nie pogodziła się ze śmiercią męża, nie dość, że nie umie kochać swojego dziecka, to jeszcze teraz ma poranioną twarz i straci swoją nieskazitelną urodę. A teraz jeszcze to !
Cdn...
Pięknie piszesz Alu. Będę zaglądać dla Anielskich opowieści.
OdpowiedzUsuńDziękuję 😊
UsuńDziękuję 😘Zapraszam do zaglądania 🥰
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. To naprawdę miłe chwile spędzone z Anielską Opowieścią 😍
OdpowiedzUsuńA jak mi jest miło, że Tobie jest miło ? 🥰 Pozdrawiam, Aniu cieplutko 😘
Usuń