Przejdź do głównej zawartości

"Anielska intryga" - odcinek 6...


 

Od dnia, w którym w życiu Ewy Skalskiej dokonała się kolejna dramatyczna przemiana, minął tydzień, może dwa… Kobieta nadal przebywała w szpitalu i zbliżał się czas zdjęcia opatrunków i szwów z poranionej twarzy. Staś odwiedzał swoją mamę codziennie. Najdziwniejsze było to, że Ewa najwyraźniej cieszyła się z tych odwiedzin. Niewiele mówiła do swojego synka, ale pozwala, żeby trzymał ją za rękę i znosiła jego dziecięcą paplaninę. Uśmiechała się zwłaszcza wtedy, kiedy Staś opowiadał entuzjastycznie o swoim nowym przyjacielu, który rzekomo codziennie wieczorem usypiał go do snu. To były dziwne, fantastyczne opowieści, które budziły w niej jakieś dawno zapomniane uczucia. Ewa zdawała sobie sprawę z tego, że od pierwszego dnia pobytu w szpitalu coś się w niej zmieniło. Przypominała sobie niejasno głos, który przypomniał jej dzień, w którym poznała swojego męża, ale doszła do wniosku, że były to omany wywołane dużą ilością środków przeciwbólowych. Nie mogła jednak o tym zapomnieć i nie przeganiała już ze swojego umysłu wspomnień, które przypływały do niej jak ciepłe fale. Zauważyła także, że po raz pierwszy od dnia narodzin synka może spokojnie patrzeć mu w oczy i nie wywołuje to w niej bólu, jaki czuła po stracie Marcina.

Po tym, jak lekarz delikatnie zdjął szwy, pozdejmował klamry z twarzy Ewy, kobieta śmiało poprosiła o lusterko. Pierwsze spojrzenie omal nie pozbawiło jej tchu. Patrzyła na swoją twarz poznaczoną bliznami w całkowitym bezruchu, a potem bez słowa odłożyła lustro i zapytała lekarza:

- Czy będę mogła teraz wrócić do domu, panie doktorze?

- Oczywiście, pani Ewo. Nie ma już niebezpieczeństwa infekcji. Wszystko ładnie się goi. Nie ma potrzeby, żeby dłużej przebywała pani w szpitalu. Zwłaszcza, że zbliża się Gwiazdka – odparł z uśmiechem lekarz.

Na te słowa lekarza Pobudka stojący w kącie lekarskiego gabinetu skulił swoje skrzydła z przestrachem. Gwiazdka… wieczerza wigilijna… Od śmierci Marcina Ewa nie obchodziła świąt Bożego Narodzenia. Oczywiście była choinka i piękne ozdoby świąteczne, były nawet prezenty, które Staś jedynie w towarzystwie Hani otwierał, zupełnie się nimi nie ciesząc. W tym samym czasie Ewa szlochała w swojej sypialni, pogrążona w tęsknocie za życiem, które minęło. Dla jej Anioła Stróża nie był to łatwy czas. W dniach świątecznych siadywali z Bratkiem pod choinką i cichutko śpiewali kolędy, a w ich anielskich oczach błyszczały kryształowe łzy niemocy. Nagle zadumany Pobudka usłyszał szum i ujrzał, jak obok Ewy staje Anioł Dobrych Myśli. Położywszy świetlistą dłoń na ramieniu kobiety wyszeptał „ Wróć do domu , Ewo, wróć do domu . Wszystko będzie inaczej, zobaczysz..”

I stało się. Ewa wróciła do domu. Kiedy stanęła w progu, na jej powitanie wybiegł Staś, a ona wyciągnąwszy ramiona, mocno przytuliła do siebie synka. Zobaczywszy to gosposia, zachwiała się i mocno oparła o framugę kuchennych drzwi. Pobudka z Bratkiem zastygli w bezruchu ze zdumienia, a następnie rzucili się sobie w ramiona z radości, robiąc przy tym taki szum, że drzwi wejściowe zamknęły się z trzaskiem, choć na zewnątrz było spokojnie i nawet najlżejszy wiaterek nie poruszał gałęziami drzew. Nikt też nie zauważył, że obok matki i dziecka pojawiła się zamglona postać mężczyzny ubranego w jasne spodnie i błękitny sweter.

Dla wszystkich ziemskich i pozaziemskich mieszkańców domu Ewy Skalskiej rozpoczął się cudny czas świątecznych przygotowań. Mały Staś po raz pierwszy w swoim życiu doświadczał ogromnej radości przebywania z mamą, która nie odmawiała mu czułości. Po raz pierwszy uczestniczył w świątecznych zakupach, pomagał w pieczeniu pierniczków i ozdabianiu domu. Po raz pierwszy też Bratek nie nadążał za swoim małym podopiecznym i doświadczał niepokoju związanego z tym, że w tym radosnym pędzie mały może sobie zrobić jakąś krzywdę. Dopiero kiedy Staś pogrążał się we śnie po pełnym wrażeń dniu, Bratek zmęczony siadał na poręczy schodów i oddychał z ulgą. Gdyby go jednak ktoś zapytał, czy pragnie powrotu do dni, kiedy malec trwał w smutnym bezruchu przy oknie w swoim pokoju, zaprzeczyłby bardzo gwałtownie. Dopiero teraz Bratek czuł się w pełni szczęśliwym i spełnionym aniołem stróżem.

Podobnych uczuć doświadczał Pobudka. Ewa wracała do życia. Zarządzała firmą, ale ograniczyła się do kontaktów telefonicznych i mailowych. Cały swój czas poświęcała na przygotowania do świąt. Ustaliły z Hanią plan i realizowały go z podziwu godną skrupulatnością. Staś podekscytowany śledził te działania uważnie, a w jego oczach błyszczało szczęście. Ciągle też opowiadał, że tata wszystko widzi i jest szczęśliwy. Ewa na początku strofowała synka, żeby nie opowiadał głupot, ale kiedy dostrzegła, że Staś po takiej reprymendzie smutnieje, przestała to robić. Uznała, że synkowi tak długo brakowało normalnej rodziny, że miał prawo wymyślić sobie tatę. Poza tym sama czuła się winna, że tak długo nie potrafiła dać Stasiowi miłości. Często też myślała o tym, jak zmieniło się jej życie po wypadku w biurze. Kiedy wieczorami oglądała w lustrze swoją niedoskonałą twarz, nie mogła się nadziwić, że nie czuje ani strachu, ani bólu. Tak jakby przestało obchodzić ją to, jak wygląda. Próbowała oczywiście ze względów estetycznych kamuflować makijażem blizny, które powoli traciły swój siny kolor, ale zdawała sobie sprawę z faktu, że jej cera nigdy już nie odzyska swojej nieskazitelności. Nie martwiło jej to. Teraz najważniejszy, naprawdę najważniejszy był jej synek. Poza tym od powrotu do domu nie opuszczało jej uczucie, że ktoś jej się przygląda. Nie było to jednak spojrzenie, które budzi niepokój i rozdrażnienie. Czuła na sobie wzrok oczu patrzących na nią z miłością i zachwytem. To było zadziwiające uczucie, ale miłe i dodające otuchy. Budziła się czasem w nocy i zdawało jej się, że obok niej jest ktoś od kogo promieniuje ciepło. W sennym widzie wyciągała rękę i dotykała miejsca obok z nadzieją, ale dłoń ciągle trafiała w pustkę, opadając na gładkość pościeli. Od śmierci męża nie było dnia, żeby o nim nie myślała, ale teraz te myśli były inne. Nie budziły rozpaczliwego bólu, nie powodowały napadów płaczu, napawały raczej cichym spokojem.

Cdn...

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nowy początek

Napiszę wprost. Szukam nowego miejsca dla siebie. Przez 15 lat regularnie prowadziłam pamiętnik "odchudzania" na portalu poświęconym tej tematyce. Opcja prowadzenia pamiętnika okazała się być fantastyczna, bo nie tylko pozwalala pisać o perturbacjach związanych z pozbywaniem się nadmiaru kilogramów, ale dzięki dzieleniu się swoimi przemyśleniami z innymi osobami powstała społeczność świetnych ludzi, a konkretnie kobiet, z którymi połączyła mnie przyjaźń nie tylko wirtualna. A teraz vitalia, bo o tym portalu mowa, likwiduje funkcję pamiętników. Wyrzuca nas. Dlaczego? Z przyczyn generalnie finansowych, bo nie kupujemy jej diet, nie korzystamy z innych płatnych funkcji, tylko piszemy o życiu. W sumie rozumiem, żaden to interes. Nikt już nie pamięta o wcześniej wykupowanych abonamentach, o reklamie, jaką robiłyśmy jej przez lata pomiędzy swoimi znajomym, o sympatii i przede wszystkim tego, że ożywiałysmy portal liczbą wejść. Nic już się nie da zrobić, a ja szukam miejsca na swoje...

Dzień drugi...

Na początku postanowiłam odliczać. Podejrzewam, że będę to działanie kontynuować do 15 grudnia. Wtedy zakończy się pewna epoka w moim życiu. Epoka pamiętnika na vitalii. Kiedy zakładałam ten pamiętnik, nie podejrzewałam nawet, jak ważny stanie się dla mnie i jak ważne będą dla mnie osoby, które dzięki temu poznam, a przede wszystkim, jak ważna będzie przemiana moich myśli i rozmaitych refleksji w słowa, którymi dzieliłam się z czytelniczkami moich zapisków.  To dziwne uczucie, kiedy trzeba pożegnać się z czymś,  co stanowiło stały element prawie każdego dnia i pogodzić się z decyzją, która w żaden sposób nie zależała od ciebie. Takie jednak jest życie. Składa się z początków i zakończeń i wygląda na to, że mamy na taki układ wpływ minimalny. Nie ukrywam swojego smutku i pozwalam mu płynąć. Jestem jednak z gruntu osobą, która nie lubi za długo oglądać się wstecz. Dlatego wyznaczam sobie datę 15 grudnia, do której będą się w moich wpisach pojawiać refleksje związane z przemijani...

Pada śnieg...

 Pierwszy śnieg. Dzień trzeci ...  W chwili obecnej najbardziej pochłania mnie uczenie się technicznych możliwości bloga. Trzeba tegoż bloga   jakoś  poukładać i  nadać mu osobisty charakter. Nie jest to łatwe. W końcu jestem panią 60+ , choć nie wyglądam 😉. Właściwie to mnie nawet wkurza, że się mnie bez mała siłą wtłacza w ramy seniorki. Dla mnie to słowo nie ma zbyt pozytywnego znaczenia, a starość i młodość od zawsze oznaczały stan ducha i umysłu, a nie wskazania metrykalne. Pogodzić się jednak muszę z faktem, że wszelakie nowinki techniczne, przynajmniej na początku utrudniają mi życie. Na szczęście lubię się uczyć. 😊 Wczoraj sypnęło pierwszym śniegiem w tym roku. Najpierw deszcz się ze śniegiem mieszał, a potem ustąpił miejsca białym płatkom, a one przez noc zrobiły swoje. O poranku przywitał mnie za oknem świat baśniowy. Nie przepadam za zimowym okresem, ale nie mogę mu odmówić spektakularnej urody, kiedy wszystko staje się dziewiczo białe, a krajo...