Przejdź do głównej zawartości

Grudzień. Dzień ósmy ...


 Autor grafiki - Kristina Kamenikowa 

    Nadszedł grudzień. Ostatni miesiąc roku 2025. Czas leci tak szybko, że ani się obejrzeliśmy, a możemy rozpocząć odliczanie ostatnich dni tego roku, który w sumie nie był ani zbyt dobry, ani nazbyt zły. Jak każdy miał w sobie dni szczęśliwe i te, które mogłyby być lepsze. Tak naprawdę, to z biegiem lat odkrywam w sobie coraz większe pokłady łagodności i wyrozumiałości, co do tego, co przynosi nam życie. Nie wołam już, jak onegdaj bywało: "Niech się wreszcie ten rok skończy", nie dodaję z głębokim westchnieniem, że bywało trudno. Z coraz większym spokojem przyjmuję to, co przychodzi i żegnam to, co odchodzi. W żaden sposób nie oznacza to braku jakichkolwiek emocji. One są, jednak z czasem nauczyłam się nad nimi bardziej panować. 

    Zmienia się także moje nastawienie do grudnia. Jeszcze do całkiem niedawna to był dla mnie najtrudniejszy po marcu miesiąc w roku. Dlaczego? Bo w perspektywie były przygotowania do świąt, a te od zarania moich dziejów budziły we mnie skrajne odczucia, bujające  się na  wahadle pomiędzy napięciem i lękiem a radością i ulgą, że wreszcie  mamy za sobą ten pełen nerwowości czas. Jestem córką tradycyjnej Matki Polki. Takiej matki, która ciężar wszystkich przygotowań brała na swoje barki, nie pozwalając sobie w niczym pomóc. Takiej matki, która pokazywała swojej rodzinie, że bez niej nic nie znaczą i zupełnie sobie nie poradzą. Takiej matki, która budowała swój autorytet na poświęceniu siebie dla dobra innych. Takiej matki, która w swoim cierpieniu znajdowała satysfakcję, a cierpienie to było jednocześnie narzędziem do manipulacji. Bardzo późno to zrozumiałam, jeszcze później wybaczyłam, ciągle uczę się innego podejścia do rzeczywistości. Tak to w życiu bywa. Dlatego jeszcze teraz, kiedy sama znajduję się na równi pochyłej swojej egzystencji, kiedy nadchodzi grudzień, odczuwam napięcie związane z tym, że "tyle jest do zrobienia" Nie da się bowiem całkowicie wyrugować ze swojej podświadomości tego, co ugruntowywane było przez lata całe. Teraz staram się ze wspomnień wydobywać to, co najcieplejsze, a dokładniej oskrobuję te wspomnienia z rzeczy trudnych i pozostawiam samo jądro, którym niewątpliwie była miłość. Mam w związku z tym nadzieję na dobry grudzień 2025 roku. Grudzień pełen ciepłej  radości, że idą święta 🥰




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy początek

Napiszę wprost. Szukam nowego miejsca dla siebie. Przez 15 lat regularnie prowadziłam pamiętnik "odchudzania" na portalu poświęconym tej tematyce. Opcja prowadzenia pamiętnika okazała się być fantastyczna, bo nie tylko pozwalala pisać o perturbacjach związanych z pozbywaniem się nadmiaru kilogramów, ale dzięki dzieleniu się swoimi przemyśleniami z innymi osobami powstała społeczność świetnych ludzi, a konkretnie kobiet, z którymi połączyła mnie przyjaźń nie tylko wirtualna. A teraz vitalia, bo o tym portalu mowa, likwiduje funkcję pamiętników. Wyrzuca nas. Dlaczego? Z przyczyn generalnie finansowych, bo nie kupujemy jej diet, nie korzystamy z innych płatnych funkcji, tylko piszemy o życiu. W sumie rozumiem, żaden to interes. Nikt już nie pamięta o wcześniej wykupowanych abonamentach, o reklamie, jaką robiłyśmy jej przez lata pomiędzy swoimi znajomym, o sympatii i przede wszystkim tego, że ożywiałysmy portal liczbą wejść. Nic już się nie da zrobić, a ja szukam miejsca na swoje...

Dzień drugi...

Na początku postanowiłam odliczać. Podejrzewam, że będę to działanie kontynuować do 15 grudnia. Wtedy zakończy się pewna epoka w moim życiu. Epoka pamiętnika na vitalii. Kiedy zakładałam ten pamiętnik, nie podejrzewałam nawet, jak ważny stanie się dla mnie i jak ważne będą dla mnie osoby, które dzięki temu poznam, a przede wszystkim, jak ważna będzie przemiana moich myśli i rozmaitych refleksji w słowa, którymi dzieliłam się z czytelniczkami moich zapisków.  To dziwne uczucie, kiedy trzeba pożegnać się z czymś,  co stanowiło stały element prawie każdego dnia i pogodzić się z decyzją, która w żaden sposób nie zależała od ciebie. Takie jednak jest życie. Składa się z początków i zakończeń i wygląda na to, że mamy na taki układ wpływ minimalny. Nie ukrywam swojego smutku i pozwalam mu płynąć. Jestem jednak z gruntu osobą, która nie lubi za długo oglądać się wstecz. Dlatego wyznaczam sobie datę 15 grudnia, do której będą się w moich wpisach pojawiać refleksje związane z przemijani...

Pada śnieg...

 Pierwszy śnieg. Dzień trzeci ...  W chwili obecnej najbardziej pochłania mnie uczenie się technicznych możliwości bloga. Trzeba tegoż bloga   jakoś  poukładać i  nadać mu osobisty charakter. Nie jest to łatwe. W końcu jestem panią 60+ , choć nie wyglądam 😉. Właściwie to mnie nawet wkurza, że się mnie bez mała siłą wtłacza w ramy seniorki. Dla mnie to słowo nie ma zbyt pozytywnego znaczenia, a starość i młodość od zawsze oznaczały stan ducha i umysłu, a nie wskazania metrykalne. Pogodzić się jednak muszę z faktem, że wszelakie nowinki techniczne, przynajmniej na początku utrudniają mi życie. Na szczęście lubię się uczyć. 😊 Wczoraj sypnęło pierwszym śniegiem w tym roku. Najpierw deszcz się ze śniegiem mieszał, a potem ustąpił miejsca białym płatkom, a one przez noc zrobiły swoje. O poranku przywitał mnie za oknem świat baśniowy. Nie przepadam za zimowym okresem, ale nie mogę mu odmówić spektakularnej urody, kiedy wszystko staje się dziewiczo białe, a krajo...