Tkwię aktualnie w dziwnym międzyczasie. Niby jest po świętach, ale jednocześnie przed świętami. Niby wszystko wróciło do poświątecznej normalności, ale już z tyłu głowy coraz głośniej odzywa się myśl, że kolejne święta przed nami. Oczekiwanie na Nowy Rok staje się coraz bardziej niecierpliwe, gorączkowe i pełne nadziei. A przecież nic wielkiego się nie stanie. Po prostu zaczniemy nowy cykl szybko przemijających miesięcy i ani się obejrzymy, jak za rok znowu wpadniemy w sieć międzyczasu.
Nie należę do osób skrupulatnie planujących kolejny rok. Życie pisze takie scenariusze, że trudno cokolwiek do końca przewidzieć. Możemy oczywiście sobie ustalić ogólne założenia, co do tego, co byśmy chcieli, aby się zrealizowało, ale tylko tyle. Moim zdaniem oczywiście. Jeśli jednak ktoś woli zaplanować sobie wszystko, co do ostatniego szczegółu, to ja oczywiście tego nie neguję. Nie wykluczam też, że osobom, które wolą taki sposób działania, potrzebne jest poczucie sprawczości i jednocześnie utrzymywania kontroli nad swoim życiem. Ma to sens. Ja jestem jednak zdecydowanie zbyt leniwa. 😉Mogę sobie ostatecznie ustalić dalekosiężny cel i do niego dążyć wtedy, kiedy mam na to ochotę. Nie jestem konsekwentna, nie jestem też zbyt porządna. Nawet nie traktuję tego jako moje wady. Po prostu taka jestem i uczę się akceptować tę moją niedoskonałą doskonałość. 😊
Dlatego na progu nowego roku poprzestaję na ogólnych założeniach, których celem jest umiejętność godzenia się na to, co przynosi życie. Godzenia się z wiarą i ufnością, że to, co mnie w tym nowym roku spotka, będzie dla mnie dobre. Tak po prostu, choć to wcale proste nie jest ...
P.S.
Rozpoczęłam publikowanie kolejnej anielskiej opowieści w odcinkach. Mam nadzieję, że Wam się spodoba
🤔

ja tam lubię planować i realizować :)
OdpowiedzUsuń