Przejdź do głównej zawartości

W oczekiwaniu na Nowy Rok ...


Tkwię aktualnie w dziwnym międzyczasie. Niby jest po świętach, ale jednocześnie przed świętami. Niby wszystko wróciło do poświątecznej normalności, ale już z tyłu głowy coraz głośniej odzywa się myśl, że kolejne święta przed nami. Oczekiwanie na Nowy Rok staje się coraz bardziej niecierpliwe, gorączkowe i pełne nadziei. A przecież nic wielkiego się nie stanie. Po prostu zaczniemy nowy cykl szybko przemijających miesięcy i ani się obejrzymy, jak za rok znowu wpadniemy w sieć międzyczasu. 

Nie należę do osób skrupulatnie planujących kolejny rok. Życie pisze takie scenariusze, że trudno cokolwiek do końca przewidzieć. Możemy oczywiście sobie ustalić ogólne założenia, co do tego, co byśmy chcieli, aby się zrealizowało, ale tylko tyle. Moim zdaniem oczywiście. Jeśli jednak ktoś woli zaplanować sobie wszystko, co do ostatniego szczegółu, to ja oczywiście tego nie neguję. Nie wykluczam też, że osobom, które wolą taki sposób działania, potrzebne jest poczucie sprawczości i jednocześnie utrzymywania kontroli nad swoim życiem. Ma to sens. Ja jestem jednak zdecydowanie zbyt leniwa. 😉Mogę sobie ostatecznie ustalić dalekosiężny cel i do niego dążyć wtedy, kiedy mam na to ochotę. Nie jestem konsekwentna, nie jestem też zbyt porządna. Nawet nie traktuję tego jako moje wady. Po prostu taka jestem i uczę się akceptować tę moją niedoskonałą doskonałość. 😊

Dlatego na progu nowego roku poprzestaję na ogólnych założeniach, których celem jest umiejętność godzenia się na to, co przynosi życie. Godzenia się z wiarą i ufnością, że to, co mnie w tym nowym roku spotka,  będzie dla mnie dobre. Tak po prostu, choć to wcale proste nie jest ... 

P.S. 

Rozpoczęłam publikowanie kolejnej anielskiej opowieści w odcinkach. Mam nadzieję, że Wam się spodoba 
 🤔

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nowy początek

Napiszę wprost. Szukam nowego miejsca dla siebie. Przez 15 lat regularnie prowadziłam pamiętnik "odchudzania" na portalu poświęconym tej tematyce. Opcja prowadzenia pamiętnika okazała się być fantastyczna, bo nie tylko pozwalala pisać o perturbacjach związanych z pozbywaniem się nadmiaru kilogramów, ale dzięki dzieleniu się swoimi przemyśleniami z innymi osobami powstała społeczność świetnych ludzi, a konkretnie kobiet, z którymi połączyła mnie przyjaźń nie tylko wirtualna. A teraz vitalia, bo o tym portalu mowa, likwiduje funkcję pamiętników. Wyrzuca nas. Dlaczego? Z przyczyn generalnie finansowych, bo nie kupujemy jej diet, nie korzystamy z innych płatnych funkcji, tylko piszemy o życiu. W sumie rozumiem, żaden to interes. Nikt już nie pamięta o wcześniej wykupowanych abonamentach, o reklamie, jaką robiłyśmy jej przez lata pomiędzy swoimi znajomym, o sympatii i przede wszystkim tego, że ożywiałysmy portal liczbą wejść. Nic już się nie da zrobić, a ja szukam miejsca na swoje...

Dzień drugi...

Na początku postanowiłam odliczać. Podejrzewam, że będę to działanie kontynuować do 15 grudnia. Wtedy zakończy się pewna epoka w moim życiu. Epoka pamiętnika na vitalii. Kiedy zakładałam ten pamiętnik, nie podejrzewałam nawet, jak ważny stanie się dla mnie i jak ważne będą dla mnie osoby, które dzięki temu poznam, a przede wszystkim, jak ważna będzie przemiana moich myśli i rozmaitych refleksji w słowa, którymi dzieliłam się z czytelniczkami moich zapisków.  To dziwne uczucie, kiedy trzeba pożegnać się z czymś,  co stanowiło stały element prawie każdego dnia i pogodzić się z decyzją, która w żaden sposób nie zależała od ciebie. Takie jednak jest życie. Składa się z początków i zakończeń i wygląda na to, że mamy na taki układ wpływ minimalny. Nie ukrywam swojego smutku i pozwalam mu płynąć. Jestem jednak z gruntu osobą, która nie lubi za długo oglądać się wstecz. Dlatego wyznaczam sobie datę 15 grudnia, do której będą się w moich wpisach pojawiać refleksje związane z przemijani...

Pada śnieg...

 Pierwszy śnieg. Dzień trzeci ...  W chwili obecnej najbardziej pochłania mnie uczenie się technicznych możliwości bloga. Trzeba tegoż bloga   jakoś  poukładać i  nadać mu osobisty charakter. Nie jest to łatwe. W końcu jestem panią 60+ , choć nie wyglądam 😉. Właściwie to mnie nawet wkurza, że się mnie bez mała siłą wtłacza w ramy seniorki. Dla mnie to słowo nie ma zbyt pozytywnego znaczenia, a starość i młodość od zawsze oznaczały stan ducha i umysłu, a nie wskazania metrykalne. Pogodzić się jednak muszę z faktem, że wszelakie nowinki techniczne, przynajmniej na początku utrudniają mi życie. Na szczęście lubię się uczyć. 😊 Wczoraj sypnęło pierwszym śniegiem w tym roku. Najpierw deszcz się ze śniegiem mieszał, a potem ustąpił miejsca białym płatkom, a one przez noc zrobiły swoje. O poranku przywitał mnie za oknem świat baśniowy. Nie przepadam za zimowym okresem, ale nie mogę mu odmówić spektakularnej urody, kiedy wszystko staje się dziewiczo białe, a krajo...