Nadszedł ostatni dzień gorączkowej przedświątecznej krzątaniny. Jutra już nie liczę, bo dzień Wigilii ma swoje prawa i rytuały i tego nie zmienię, ani nie chcę tego robić. I tak będzie mniej pracy niż zazwyczaj bywało. Kiedyś, kiedy żyły nasza mama i babcia wiele prac robiło się na ostatnią chwilę. Lepiło się pierogi i uszka, smażyło się karpia, robiło gołąbki z ryżem i grzybami oraz gotowało się barszcz. Nie liczę prac pomniejszych. Gdzieś około 17-tej tata już ubrany świątecznie, dopytywał się, kiedy wreszcie usiądziemy do stołu, na co mama reagowała nerwowo, miotając się z rozwianym włosem przy kuchence. Cisza nastawała, kiedy wreszcie szła do łazienki, uprzednio surowo wszystkim przypominając, żeby zmówili modlitwę przed kolacją. Wszyscy oddychali z ulgą i czekali, kiedy wyłoni się odświeżona, uczesana i pachnąca ulubionymi perfumami. Wtedy gromadziliśmy się wokół stołu, tata zapalał świece, a mama ujmowała w ręce opłatek i wygłaszała życzenia. Nie było czytania fragmentu pisma świętego, ale i tak wzruszenie ściskało wszystkich za gardło, kiedy nadchodził czas dzielenia się opłatkiem.
Teraz jest inaczej, choć podobnie, zwłaszcza w aspekcie dzielenia się opłatkiem i składania sobie życzeń. Nawet jeśli odeszło się od kościoła, to wymiar Świąt Bożego Narodzenia jest podniosły w sensie ogólnoludzkim. Żadna religia nie obedrze tego czasu z jego mocy.
Niechaj zatem tegoroczne Święta Bożego Narodzenia utrzymają ową moc i sprawią, byśmy byli dla siebie dobrzy i życzliwi. Niechaj odejdą od nas troski dnia codziennego, a w ich miejsce przyjdzie potrzeba bliskości i dzielenia się radością. Radosnych Świąt 🎇🎁🎇


U mnie w domu też tak było.🎄💕
OdpowiedzUsuń