Dzisiaj to ja jestem, jak ta postać na załączonej ilustracji. Oświetlam sobie drogę do domu, który gdzieś tam jest niedaleko, ale ginie w sinej mgle niezbyt przyjaznych myśli. Dobrze, że mi chociaż latarka w ręce została, bo mogę rzucić pod nogi snop światła i owych nóg sobie nie połamać. Jak to jest, że człowiek sam sobie w głowie roi myśli do niczego mu niepotrzebne. Przecież nie jestem ani masochistką, ani też nie przedkładam negatywnego myślenia nad pozytywne. A jednak od czasu do czasu ogarnia mnie mrok i nakazuje taplać się w błotku smutnych refleksji. I taki właśnie poniedziałek mnie dopadł, rozsiadł się pomiędzy grdyką i pępkiem i dusi.
A za oknem coraz mocniej świeci styczniowe słońce, a niebo zmieniło kolor z burzowego błękitu na gołębi. Resztki śniegu nabrały bardziej intensywnej bieli i jest coraz bardziej optymistycznie. Może zatem i we mnie mrok ustąpi jasności zgody na życie takie, jakie jest po prostu. Może... 🤔

Komentarze
Prześlij komentarz