***
W tym samym czasie na progu swojego domu stanął Łukasz. Ciemne włosy odcinały się od bladej twarzy i łączyły się w swej barwie z oczyma. Wyglądał elegancko w czarnej koszuli założonej do bordowych spodni. Całość uzupełniały wiśniowe buty i skórzana kurtka. Pachniał dobrą wodą toaletową. Magdalena przyglądała się synowi z dumą. Jaki to przystojny, młody mężczyzna – pomyślała. Szkoda tylko, że samotny. Nagle przez głowę przemknęła jej absurdalna zgoła myśl, że może Łukasz umówił się na randkę? Szybko jednak przegoniła tę nadzieję. Konsekwentnie samotniczy tryb życia syna nie wskazywał na to, by zawarł z kimś znajomość natury romantycznej. Kiedy jednak chłopak odwrócił się do niej i na odchodne rzucił: „Cześć, życz mi powodzenia”, Magdalenę aż zatchnęło z wrażenia. Nigdy wcześniej nie opowiadał się, gdzie i po co wychodzi, nigdy wcześniej także nie prosił o dobre słowo. Pchnięta emocjami ruszyła ku niemu i wyciągnęła dłoń, aby pogłaskać go po policzku, ale on jakby wyczuwając jej intencje, odsunął się szybko i zamknął za sobą drzwi. Wyciągnięta dłoń opadła, nie znajdując oparcia, a kobieta poczuła pod powiekami palące łzy rozczarowania.
Kiedy młody Fart zajmował miejsce za kierownicą swojego samochodu, Feliks już siedział na siedzeniu pasażera. Patrzył przed siebie z uwagą, bo wiedział, że Łukasz swoim zwyczajem szybko ruszy przed siebie, lekceważąc wszelkie przepisy. Był doskonałym kierowcą, umiał przewidywać zachowania innych użytkowników dróg, ale jeździł zdecydowanie ze zbyt dużą prędkością. Anioł obawiał się w trakcie jazdy o swojego podopiecznego. W duchu wzywał opatrzność Najwyższego do szczególnej uwagi. Tym razem jednak podróż nie trwała długo. Łukasz zatrzymał auto przed wejściem do pubu o dziwnej nazwie – „Wejdź, a wyjdziesz inny”. Ciekawe – pomyślał Feliks. W jaki sposób pobyt w pubie może zmienić człowieka, a tym bardziej anioła? Spojrzał na Łukasza. Młody człowiek dziwnie pobladły siedział w bezruchu, dłonie mocno trzymały kierownicę. Miało się wrażenie, jakby chciał szybko odjechać. Jednak nie uczynił tego. Na jego twarzy pojawił się wyraz determinacji. Wysiadł z samochodu i skierował się do wejścia restauracji. Feliks podążył za nim.
Kiedy Aldona Jawna otworzyła drzwi modnego w okolicy pubu, zatrzymała się przez chwilę w progu. Spojrzała za siebie i przez krótki moment chciała stąd uciec. Florian się ucieszył. Czuł w prawym skrzydle nerwowe drganie. Zawsze tak się działo, kiedy Aldonie groziło niebezpieczeństwo. Co prawda teraz nie wyczuwał zagrożenia, ale i tak działo się coś niecodziennego. Dziewczyna jednak ruszyła przed siebie zdecydowanym i pewnym krokiem. Rozejrzała się po sali. Światło było przytłumione. Boksy z fotelami pokrytymi skórzaną tapicerką tworzyły ustronne miejsca dla przybywających gości. Stoły oświetlone był blaskiem nastrojowych lamp, które zwisały na tyle nisko, żeby twarze znajdowały się w lekkim półcieniu. Rozglądała się uważnie w poszukiwaniu mężczyzny, który w odróżnieniu od innych nie będzie miał przed oczyma komórki, ale gazetę. Taki żart sobie wymyślili z Łukaszem, umawiając się na spotkanie. Jest! Jej serce lekko zatrzepotało. Właściwie, nie wiadomo dlaczego, bo nie widziała twarzy mężczyzny. Gazeta bowiem dokładnie ją zasłaniała. Aldona wolno podeszła do boksu, który zajął Łukasz. Wiedziała, że to on. Stanęła w bezruchu. Gardło miała zaciśnięte i słowa powitania zamarły jej na ustach. Gazeta bardzo powoli odsłaniała twarz Łukasza. Najpierw zobaczyła głęboki brąz włosów, potem biel czoła i ciemne mocno zarysowane brwi, spod których spojrzały na nią z uwagą oczy o czarno-brązowych tęczówkach. Trwało to wszystko krótką chwilę, bo młody człowiek poderwał się zza stołu, prezentując przy okazji wysoką, zgrabną sylwetkę. Patrzył na Aldonę i wyraźnie oczekiwał, że to ona się pierwsza odezwie. Ta jednak nadal nie mogła wykrztusić zwyczajnego dzień dobry. Wyciągnęła jednak rękę w powitanie. Łukasz ujął jej dłoń. Ciemne oczy chłopaka i niebieskie oczy dziewczyny skrzyżowały spojrzenia i zarówno w jednych, jak i drugich pojawił się błysk zaskoczenia. Poczuli oboje, że znają się, znają od dawna.
W tym krótkim momencie zaskoczenia, którego doświadczyli młodzi ludzie, Florian do tej pory bacznie obserwujący Aldonę, dostrzegł siedzącego w kącie Feliksa. Jego zdumienie wyglądem Anioła Stróża Łukasza musiało odbić się na obliczu, bo Feliks poruszył się niespokojnie.
- Cześć – pierwszy ku swojemu własnemu zdziwieniu, odezwał się Feliks. - Nie miałem okazji Cię do tej pory poznać. Masz przepięknej urody podopieczną – kontynuował, z podziwem przyglądając się dziewczynie, która od pewnego czasu bezskutecznie usiłowała oswobodzić swoją dłoń z uścisku Łukasza Farta.
- Witaj – po chwili namysłu odpowiedział Florian i odruchowo wyprostował się, poprawiając poły marynarki, aby ładnie leżały. Potem popatrzył na Feliksa drwiąco i dodał – Trudno dostrzec w Tobie anioła.
Feliks uśmiechnął się i ze zdumieniem poczuł, że jego skrzydła poczęły się prężyć. Zazwyczaj zwisały w poczuciu dziwnej bezradności, ale teraz było inaczej. Poczuł w sobie siłę i gotowość do pokazania anielskiemu elegantowi, że jest kimś więcej, niż myśli, że jest. Wyczuwał płynącą od Floriana dezaprobatę, ale i ostrzeżenie. Wiedział, o co chodzi. Florian bał się o Aldonę i był zdeterminowany, by w razie zagrożenia jej pomóc, nawet, jeśli stałoby się to kosztem innych. Obiektem jego wrogości nie był jednak Feliks, ale Łukasz. Skierował zatem wzrok na młodego mężczyznę, chcąc zbadać, czy faktycznie dzieje się coś niepokojącego. Działo się.
Łukasz Fart nadal ściskał dłoń Aldony, a czynił to w taki sposób, jakby nie chciał wypuścić z ręki drogocennego skarbu. Oczy mu błyszczały, co samo w sobie, było nadzwyczajnym zjawiskiem, a przy okazji Feliks wyczuwał przelatujące po ciele chłopaka dziwne dreszcze. Czuł je w swoich skrzydłach, które zaczęły drgać niespokojnie. Anioł nigdy wcześniej nie widział u Łukasza takiej ekscytacji, takiego zainteresowania drugim człowiekiem, takiej chęci posiadania. Tak, to było niebezpieczne. Tłumione przez większość lat życia emocje zaczęły na widok Aldony wzbierać gwałtowną falą i widać było wyraźnie, że Łukasz się tej fali poddaje. Było to niecodzienne i jednocześnie niesamowite zjawisko. Było to coś, na co Feliks czekał bardzo długo i właściwie stracił już nadzieję, że kiedyś się pojawi.
- Proszę cię – zwrócił się żarliwie do Floriana – Proszę cię na wszystkie świętości, nic nie rób, nie przeszkadzaj. On nie zrobi jej krzywdy!
Dla podkreślenia ważności tej deklaracji, Feliks chwycił za połę marynarki nieznanego anielskiego brata, który szybko zrobił krok w tył, żeby zwiększyć dystans wobec tego, który śmiał prosić go o to, by zaprzestał planowanej interwencji.
- A kim ty jesteś, żeby mówić mi, co mam robić dla dobra mojej podopiecznej? - sarknął w stronę Feliksa, Florian - Żaden nieopierzony popapraniec nie będzie mi rozkazywać! - dodał z irytacją, zachowując przy tym dostojną postawę.
Florian bowiem nigdy, ale to nigdy nie zapominał o swojej prezencji i dbał o nią aż do przesady. Feliks jednak nie zaprzestawał swoich próśb. Odsunął się od Floriana, ale patrzył na niego gorejącymi oczyma, w których lśniły łzy determinacji.
- Łukasz jest nieszczęśliwy, nie zna miłości, boi się jej, unika emocji – wyrzucał z siebie Feliks z szybkością karabinu maszynowego.
- Nie wiesz, ile nocy straciłem, szepcząc mu wprost do duszy, jaka miłość jest piękna, jak namawiałem go, żeby wyszedł ze swojej skorupy, poznał najsłodszy smak życia.
- I nic – kontynuował - Nic, jakbym przemawiał do zimnego głazu. A teraz, a teraz coś w nim drgnęło, jakby uchyliły się bramy serca.
- Proszę cię – Feliks zwrócił się ponownie do Floriana. Proszę, pozwól, aby Łukasz zakochał się w tej dziewczynie. Ta miłość go odmieni.
Feliks nie widział siebie, nie miał świadomości, że jego skrzydła uniosły się i rozwinęły, siejąc wokół niesamowity blask. Zniknęły gdzieś małe, niepozorne, ubrudzone kurzem skrzydełka. Przed Florianem stał prawdziwy anioł. Może nie tak elegancki, nie tak wysmakowany jak on sam, ale potężny są siłą i żarliwością niesienia pomocy temu, którego chronił.
Opiekun Aldony był pod wrażeniem przemiany, jaka dokonała się na jego oczach. I czuł, że Feliks zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jaki jest wyjątkowy. W tej chwili jego anielskie jestestwo zdominowały płonące miłością oczy i te niesamowite skrzydła, których mógłby mu pozazdrościć niejeden Archanioł.
- Dobrze - z namysłem i wolno odpowiedział Florian. Dam szansę temu chłopakowi. Skoro tak go bronisz, to może nie jest taki zły, ale uważaj. Jeśli dostrzegę, że Aldona cierpi przez niego, ty, nie on, będziesz miał za swoje.
Cdn...

nadzieja,......
OdpowiedzUsuń😊😊😊
UsuńWiesz Alusiu, im więcej czytam tych anielskich, uroczych opowieści tym bardziej wierzę w mojego osobistego, Anioła Stróża i bardzo mi się to podoba.💕
OdpowiedzUsuń😘😘😘
UsuńWiesz Alusiu, im więcej czytam tych anielskich, uroczych opowieści,tym bardziej wierzę w mojego osobistego Anioła Stróża i bardzo mi się to podoba 💕
OdpowiedzUsuńOczywiście, że masz swojego Anioła Stróża, Anusiu i na pewno jest bardzo sympatyczny 😘
UsuńDlaczego napisało mi się podwójnie 😄 nie wiem
OdpowiedzUsuńJa także nie mam pojęcia, dlaczego 🙃😉
Usuń