Przejdź do głównej zawartości

"Kubek z fiołkami" - odcinek 7.


 

Dla chłopaka to było za dużo. Nie dość, że stracił ukochaną matkę, to na dodatek ojciec i tak daleki, jeszcze bardziej się od niego oddalił. Przypominał sobie o synu wtedy, kiedy lodówka była pusta albo przychodził monit o niezapłaconym rachunku. To nie było dobre życie. Tylko koledzy ze starej budy pozwalali Maćkowi na poczucie luzu. Kiedy się z nimi spotykał po pracy w zakładzie mechaniki samochodowej, łazili po parku, popijali piwko i zaczepiali wulgarnie przechodzące dziewczyny. Maciek wiedział, że matka nie byłaby z niego zadowolona i czasem wstydził się za swoich kolegów, ale jakoś nie mógł zerwać tych kontaktów. Teraz jednak coś w nim pękło. Spojrzenie dziewczyny, którą obraził, paliło go w środku żywym ogniem. Najgorsze było to, że ona bardzo mu się podobała. Widywał ją już wcześniej w parku. Czasem przemierzła alejki energicznym krokiem, z rzadka był to wolny spacer, a kiedyś nawet widział, jak siedziała na ławce i wpatrywała się w liście wirujące na wietrze. Zapatrzył się na nią wtedy. Jesienne słońce prześwietlało miodowy kolor jej włosów i dziewczyna wyglądała tak, jakby wokół jej głowy świeciła aureola. Miała na sobie zielony płaszczyk, podkreślający krągłość jej figury i wysokie rude kozaczki. W ręce trzymała zamszone rękawiczki w kolorze butów. Ta dłoń, spoczywająca swobodnie na kolanach miała w sobie jakąś dziwną bezradność, a oczy w nietypowym kolorze jasnego brązu ukrywały w sobie smutek. Maciek ledwie się powstrzymał przed chęcią podejścia do nieznajomej i otoczenia jej ramieniem. A teraz wiedział, że po dzisiejszym incydencie nigdy już się na taki gest nie odważy.

Anastazy przyglądał się z powagą swojemu podopiecznemu. Było mu go żal, ale jednocześnie wstydził się za jego postępowanie. Pamiętał, jak Juliusz – Anioł Stróż Weroniki opowiadał mu, jak niesprawiedliwie traktuje dziewczynę życie i jak trudno jej się wyzwolić spod władzy apodyktycznej matki. Dziwne było to wszystko. Opiekował się Maciejem, jak mógł najlepiej, zaprzyjaźnił się z Franciszkiem – opiekunem Zofii, ale nigdy nie udało mu się nawiązać bliższego kontaktu z Joachimem – czuwającym nad Jankiem. Od początku chodzili innymi drogami i to było nawet dobre, bo Anastazy miał do Joachima cichy żal i za Maćka, i za Zofię. Wiedział, że ich wpływ na postępowanie podopiecznych jest ograniczony i nie mogą ingerować w ich losy, ale czasem w obliczu jawnej niesprawiedliwości, czy krzywdy buntował się przeciwko takiemu stanowi rzeczy. Tym bardziej dziwił go fakt, że Joachim od czasu do czasu spotykał się z Walerym. Widywał ich, jak siedzieli na ławce w parku nieopodal domu Emilii i Weroniki i rozmawiali, kiwając przy tym smutnie głowami. Nie miał jednak teraz czasu, by się dłużej nad tym zastanawiać. Maciej do śmierci swojej matki nie sprawiał mu właściwie żadnych kłopotów, ale teraz narastał w nim bunt i trudno było przewidzieć, co zrobi i co wymyśli w najbliższej przyszłości. Podążył pospiesznie za swoim podopiecznym zbliżającym się do bloku, w którym mieszkali z ojcem.

Jan Chorwat był w domu. I na dodatek był trzeźwy. To było dziwne, bo mężczyzna zazwyczaj po powrocie z pracy, zamykał się w pokoju z sześciopakiem piwa, włączał telewizor i zapatrzony w wybrany program na kanale sportowym, odpływał w niebyt… Nic go nie cieszyło, nie obchodziło, nie poruszało. Funkcjonował jak automat. Od czasu do czasu przez głowę przemykała mu myśl, że powinien pogadać z Maćkiem, zainteresować się jego sprawami, ale przeganiał ją z głowy jak upartą muchę. Dzisiaj jednak wydarzyło się coś, co starego Chorwata wytrąciło z równowagi. Przypomniała mu się chwila, kiedy pierwszy raz zobaczył Emilię. Przypomniało mu się to tak wyraźnie, że na głos wypowiedział słowa, którymi wtedy Emilię obraził. „Biuściasty pasztet”. Przypomniał mu się wstyd, jakiego doznał, kiedy uzmysłowił sobie, co zrobił, ale przypomniał sobie też, ile razy po latach na widok krągłych sylwetek kobiecych wyrzucał z siebie z gniewem i pogardą to określenie. Nauczył go także Maćka. Pamiętał, jak mu w po którymś z kolei piwie pokazał kiedyś przechodzącą dziewczynę, której sylwetka nie przystawała do obowiązujących kanonów mody i powiedział do syna będącego już wtedy podrostkiem: „Wystrzegaj się Maciuś takich biuściastych pasztetów. To nie są dobre kobiety”. Była w tym pewna konsekwencja, bo przecież matka chłopca – najlepsza kobieta na świecie - była szczuplutka i drobniutka i daleko jej było do wyglądu wysokich, postawnych kobiet o strzelistych piersiach i rozłożystych biodrach. Dziwne było jednak to, że wypowiadając tę niepochlebną opinię, ojciec miał w oczach wyraz tęsknoty i rozmarzenia.

Stary Chorwat pogrążył się we wspomnieniach. Tak bardzo chciał zapomnieć. Robił wszystko, żeby wspomnienie Emilii nie zakłócało mu spokoju, ale nie potrafił wyrzucić jej z głowy. Od śmierci Zofii, czuł się podwójnie winny i jego żal do poznanej na wakacjach dziewczyny wezbrał na sile. Szukał jej. Szukał od chwili, kiedy przeprowadził się z Zofią do miasta. Każda wysoka, dobrze zbudowana kobieta o czarnych włosach wywoływała drgnienie serca i nadzieję, że to właśnie ona -  Emilia. Nie zastanawiał się, co zrobi, kiedy ją spotka. Próbował wydobyć od Nowaków adres dziewczyny, ale Stefan odpowiedział twardo – „Nie. Masz żonę chłopaku, niedługo urodzi się twoje dziecko. Zajmij się swoją rodziną”. W pewnym sensie to rozumiał. Takie prawdy wciskał mu do głowy jego ojciec. Z biegiem lat obraz Emilki zaczął się zacierać. Nie miało to jednak żadnego wpływu na jakość małżeństwa Janka i Zośki. Byli sobie coraz bardziej obcy, aż w końcu śmierć kobiety zakończyła nieudany od początku związek. Odejście żony przyniosło Jankowi ulgę, ale wyrzuty sumienia trawiły ciągle jego nieszczęsną duszę. Żal mu było Maćka. Widział, jak cierpi po śmierci matki, widział, że się gubi, ale nie potrafił mu pomóc. Nagle ciszę rozmyślań Jana ożywił szczęk klucza i po chwili Maciej stanął w drzwiach kuchni. Był zdumiony, bo ojciec mieszał coś w garnku, z którego unosiła się smakowita woń domowego krupniku.

Cdn... 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy początek

Napiszę wprost. Szukam nowego miejsca dla siebie. Przez 15 lat regularnie prowadziłam pamiętnik "odchudzania" na portalu poświęconym tej tematyce. Opcja prowadzenia pamiętnika okazała się być fantastyczna, bo nie tylko pozwalala pisać o perturbacjach związanych z pozbywaniem się nadmiaru kilogramów, ale dzięki dzieleniu się swoimi przemyśleniami z innymi osobami powstała społeczność świetnych ludzi, a konkretnie kobiet, z którymi połączyła mnie przyjaźń nie tylko wirtualna. A teraz vitalia, bo o tym portalu mowa, likwiduje funkcję pamiętników. Wyrzuca nas. Dlaczego? Z przyczyn generalnie finansowych, bo nie kupujemy jej diet, nie korzystamy z innych płatnych funkcji, tylko piszemy o życiu. W sumie rozumiem, żaden to interes. Nikt już nie pamięta o wcześniej wykupowanych abonamentach, o reklamie, jaką robiłyśmy jej przez lata pomiędzy swoimi znajomym, o sympatii i przede wszystkim tego, że ożywiałysmy portal liczbą wejść. Nic już się nie da zrobić, a ja szukam miejsca na swoje...

Dzień drugi...

Na początku postanowiłam odliczać. Podejrzewam, że będę to działanie kontynuować do 15 grudnia. Wtedy zakończy się pewna epoka w moim życiu. Epoka pamiętnika na vitalii. Kiedy zakładałam ten pamiętnik, nie podejrzewałam nawet, jak ważny stanie się dla mnie i jak ważne będą dla mnie osoby, które dzięki temu poznam, a przede wszystkim, jak ważna będzie przemiana moich myśli i rozmaitych refleksji w słowa, którymi dzieliłam się z czytelniczkami moich zapisków.  To dziwne uczucie, kiedy trzeba pożegnać się z czymś,  co stanowiło stały element prawie każdego dnia i pogodzić się z decyzją, która w żaden sposób nie zależała od ciebie. Takie jednak jest życie. Składa się z początków i zakończeń i wygląda na to, że mamy na taki układ wpływ minimalny. Nie ukrywam swojego smutku i pozwalam mu płynąć. Jestem jednak z gruntu osobą, która nie lubi za długo oglądać się wstecz. Dlatego wyznaczam sobie datę 15 grudnia, do której będą się w moich wpisach pojawiać refleksje związane z przemijani...

Pada śnieg...

 Pierwszy śnieg. Dzień trzeci ...  W chwili obecnej najbardziej pochłania mnie uczenie się technicznych możliwości bloga. Trzeba tegoż bloga   jakoś  poukładać i  nadać mu osobisty charakter. Nie jest to łatwe. W końcu jestem panią 60+ , choć nie wyglądam 😉. Właściwie to mnie nawet wkurza, że się mnie bez mała siłą wtłacza w ramy seniorki. Dla mnie to słowo nie ma zbyt pozytywnego znaczenia, a starość i młodość od zawsze oznaczały stan ducha i umysłu, a nie wskazania metrykalne. Pogodzić się jednak muszę z faktem, że wszelakie nowinki techniczne, przynajmniej na początku utrudniają mi życie. Na szczęście lubię się uczyć. 😊 Wczoraj sypnęło pierwszym śniegiem w tym roku. Najpierw deszcz się ze śniegiem mieszał, a potem ustąpił miejsca białym płatkom, a one przez noc zrobiły swoje. O poranku przywitał mnie za oknem świat baśniowy. Nie przepadam za zimowym okresem, ale nie mogę mu odmówić spektakularnej urody, kiedy wszystko staje się dziewiczo białe, a krajo...