Wyp艂akawszy si臋 w ramionach dziwnie odmienionej matki, Weronika wsta艂a z zamiarem posprz膮tania skorup porcelanowego kubka. Emilia jej jednak na to nie pozwoli艂a.
- Zostaw – powiedzia艂a, ja sama to zrobi臋. Po czym wsta艂a i zaopatrzona w zmiotk臋 i 艣mietniczk臋 dok艂adnie posprz膮ta艂a miejsce katastrofy. Wytar艂a 艣ciereczk膮 plam臋 herbaty i nala艂a wody do czajnika.
- Napijemy si臋 razem 艣wie偶ej herbaty i razem zjemy resztk臋 biszkopt贸w, Weroniczko. Spojrza艂a na c贸rk臋 z czu艂o艣ci膮 i pog艂adzi艂a jej miodowe pukle. By艂y tak inne od jej czarnych, ale r贸wnie g臋ste i mi臋kkie. Otacza艂y g艂ow臋 Weroniki 艣wietlist膮 g臋stwin膮 i podkre艣la艂y urod臋 jej twarzy. Dziewczyna podnios艂a na matk臋 zdziwiony wzrok i dwoje par oczu – nieco wyblak艂ych niebieskich i orzechowych zderzy艂y si臋 spojrzeniami. W orzechowym spojrzeniu c贸rki by艂o niedowierzanie, w niebieskim matki u艣miech.
- Od dzisiaj moje dziecko wszystko si臋 zmieni – powiedzia艂a Emilia, a widz膮c zdumienie w oczach Weroniki, ci膮gn臋艂a dalej – dosy膰 ju偶 tej martwoty w moim 偶yciu i dosy膰 zam臋czania ni膮 ciebie, Weroniko. Czas, 偶eby艣my si臋 lepiej pozna艂y, a przynajmniej, 偶eby艣 Ty lepiej pozna艂a mnie, bo wcale mi si臋 nie podoba ta osoba, kt贸r膮 dla ciebie do tej pory by艂am. Ale od pocz膮tku…
Emilia zrobi艂a dwa kubki aromatycznej herbaty, usiad艂a za sto艂em, Weronik臋 posadzi艂a naprzeciwko siebie i zacz臋艂a opowiada膰. M贸wi艂a i m贸wi艂a, a jej c贸rka otwiera艂a coraz szerzej oczy, poznaj膮c histori臋 偶ycia matki. Wzdryga艂a si臋 lub 艣mia艂a, a czasem nawet roni艂a 艂zy, s艂uchaj膮c opowie艣ci Emilii o jej dzieci艅stwie, o latach szkolnych i wreszcie o nieszcz臋snych wakacjach u wujostwa Nowak贸w. A kiedy wspomnia艂a, jak zatopi艂a w zielonych oczach bezczelnego ch艂opaka sztylety swoich oczu, Weronika drgn臋艂a. Ten ch艂opak w parku te偶 mia艂 zielone oczy. Dziewczyna jak w transie s艂ucha艂a opowiadania matki. Podobie艅stwo sytuacji by艂o tak wyra藕ne, 偶e a偶 dreszcz przebieg艂 jej po plecach.
- Mamo – Weronika pytaj膮co spojrza艂a na Emili臋 - Mamo- powt贸rzy艂a – a jak wygl膮da艂 ten ch艂opak, ten Janek od Chorwat贸w?
Emilia zamy艣li艂a si臋, a w jej oczach pojawi艂a si臋 t臋sknota. „Jak wygl膮da艂 ?” powt贸rzy艂a pytanie c贸rki i odwr贸ci艂a wzrok, 偶eby dziewczyna nie widzia艂a, jak oczy zasnuwa jej kurtyna 艂ez. „By艂 wysoki, bardzo wysoki i takie mia艂 szerokie ramiona, 偶e czu艂am si臋 przy nim jak drobinka. Ja, ho偶a dziewczyna, kt贸ra zawsze by艂a za du偶a, za wielka dla wszystkich wok贸艂, by艂am przy nim delikatna i krucha. Mia艂 ciemne w艂osy, smag艂膮 cer臋 i te oczy – zielone jak szmaragdy. Niesamowite. Pewnie niejednej dziewczynie tymi oczyma g艂ow臋 zawr贸ci艂 – doda艂a z ci臋偶kim westchnieniem. Nie zauwa偶y艂a, 偶e podczas jej odpowiedzi Weronika robi艂a si臋 coraz bledsza, oddech jej si臋 sp艂yci艂, a偶 wreszcie opar艂a czo艂o na r臋kach u艂o偶onych na blacie sto艂u. Dopiero wtedy Emilia dostrzeg艂a dziwne zachowanie Weroniki.
- C贸reczko” - zawo艂a艂a przestraszonym g艂osem. C贸reczko – co ci jest, co si臋 dzieje?”
- Nic, mamo, nic, tylko mi si臋 dziwnie s艂abo zrobi艂o. Mamusiu – tw贸j ch艂opak ze wspomnie艅 bardzo przypomina tego z parku. On te偶 jest wysoki, barczysty i ma zielone oczy.
Emilia spojrza艂a najpierw na c贸rk臋 ze zdumieniem, a nawet lekkim przestrachem w oczach, a potem pokr臋ci艂a g艂ow膮 i odrzek艂a - Weronisiu, na 艣wiecie zapewne jest wielu m艂odych m臋偶czyzn, kt贸rzy pasuj膮 do tego opisu. Nie przejmuj si臋 tym tak bardzo. Jednak poczu艂a w swoim sercu drgnienie, a potem dziwne ciep艂o, a w umy艣le zal艣ni艂a my艣l ca艂kowicie absurdalna, do kt贸rej kobieta sama przed sob膮 ba艂a si臋 przyzna膰, a tym bardziej przywi膮za膰.
***
Nast臋pnego dnia, zaraz po pracy Maciek uda艂 si臋 do parku z nadziej膮, 偶e zobaczy dziewczyn臋, kt贸ra od wczoraj zamieszka艂a w jego g艂owie i cho膰 sam przed sob膮 nie chcia艂 si臋 do tego przyzna膰, tak偶e w sercu. Przechadza艂 si臋 powoli parkowymi alejkami, ale dziewczyny nie zobaczy艂. Jedynie w pobli偶u miejsca fatalnego w skutkach wczorajszego zdarzenia zobaczy艂 siedz膮c膮 na 艂awce dojrza艂膮 kobiet臋. Nigdy jej tu wcze艣niej nie widzia艂. Kobieta mia艂a ciemne, bardzo ciemne w艂osy poprzetykane srebrnymi nitkami, pi臋kne niebieskie oczy i by艂a elegancko ubrana. Nie mo偶na jej by艂o min膮膰 oboj臋tnie, bo zwyczajnie rzuca艂a si臋 w oczy. Nie by艂a bowiem ani szczup艂a, ani niska, ani szara jak wiele kobiet w jej wieku. Kostium w kolorze czerwonego wina zgrabnie opina艂 jej pe艂n膮 sylwetk臋, eleganckie cz贸艂enka podkre艣la艂y smuk艂o艣膰 n贸g i gdyby nie siwizna i siateczka zmarszczek wok贸艂 oczu oraz bruzdy smutku wok贸艂 ust, nikt by si臋 nie domy艣li艂, ile naprawd臋 ma lat. Maciek zobaczy艂 j膮 z daleka. By艂o w niej co艣 znajomego, cho膰 ch艂opak wiedzia艂, 偶e widzi j膮 po raz pierwszy w swoim 偶yciu. Zbli偶a艂 si臋 do 艂awki, na kt贸rej siedzia艂a, z coraz g艂臋bszym prze艣wiadczeniem, 偶e nieznajoma zdecydowanie jest do kogo艣 podobna.
Maciek ubra艂 si臋 dzisiaj wyj膮tkowo starannie. Szerok膮 klatk臋 piersiow膮 opina艂a elegancka ciemnozielona koszula – ostatni prezent od mamy. Daj膮c mu j膮, powiedzia艂a, 偶e jej kolor podkre艣li barw臋 jego oczu. Ch艂opak za艂o偶y艂 j膮 na siebie po raz pierwszy. Wydawa艂o mu si臋, 偶e przez to Zofia b臋dzie dzisiaj blisko niego. Ziele艅 koszuli podkre艣la艂y granatowe d偶insy. M艂ody m臋偶czyzna chyba nie zdawa艂 sobie sprawy z tego, jak jest przystojny, ani tym bardziej z tego, jak bardzo przypomina swojego ojca z m艂odo艣ci.
Zbli偶a艂 si臋 do kobiety siedz膮cej na 艂awce powoli, ale ona go nie widzia艂a. Dopiero kiedy by艂 ju偶 bardzo blisko i chrz臋st 偶wiru na 艣cie偶ce dobieg艂 do jej uszu, zwr贸ci艂a ku niemu sw贸j b艂臋kitny wzrok. I w tym momencie Maciek zobaczy艂, jak 藕renice jej oczu rozszerzaj膮 si臋 nienaturalnie i nape艂niaj膮 niedowierzaniem, jak smuk艂a d艂o艅 unosi si臋 do ust, z kt贸rych wydobywa si臋 g艂o艣ne westchnienie, a potem… Potem ch艂opak ujrza艂, jak kobieta opiera si臋 o oparcie 艂awki, a nast臋pnie osuwa bezw艂adnie na jej siedzisko…
- Prosz臋 pani, prosz臋 pani, prosz臋 si臋 obudzi膰 – Emilia us艂ysza艂a m贸wi膮cy do niej m臋ski g艂os i poczu艂a, jak jaka艣 r臋ka delikatnie poklepuje jej policzki. Otworzy艂a oczy, a potem znowu gwa艂townie je zamkn臋艂a. „Umar艂am” – w jej umy艣le pojawi艂a si臋 przera偶aj膮ca my艣l. „To nie mo偶e by膰 prawda. To nie jest Janek. To wszystko jaka艣 u艂uda” Powolutku unios艂a powieki i znowu ujrza艂a nad sob膮 szmaragdowe spojrzenie ch艂opaka, kt贸rego dawno temu pokocha艂a. Tylko dlaczego Janek m贸wi do niej „prosz臋 pani”? Emilia zacz臋艂a przytomnie膰. Podtrzymywana silnym ramieniem ch艂opaka usiad艂a na 艂awce wyprostowana i spojrzawszy na swojego wybawc臋 i jednocze艣nie przyczyn臋 omdlenia zapyta艂a ostro, ostrzej ni偶by chcia艂a: „Kim jeste艣?
Maciek, zdumiony nieco tym ostrym tonem odpowiedzia艂 szybko: Pani wybaczy. Nie mia艂em jak si臋 przedstawi膰 wcze艣niej, bo pani zas艂ab艂a. Nazywam si臋 Maciej Chorwat.
W chwili, kiedy wypowiada艂 te s艂owa, zauwa偶y艂, 偶e kobieta gwa艂townie zblad艂a i nawet przysz艂o mu do g艂owy, 偶e znowu zemdleje, ale opanowa艂a si臋. Patrzy艂a na Ma膰ka jak urzeczona, a potem zada艂a mu zupe艂nie niespodziewane pytanie. „Czy tw贸j ojciec m艂ody cz艂owieku ma na imi臋 Jan?”
-Tak – nagle odezwa艂 si臋 nieopodal 艂awki, m臋ski g艂os. „Tak. Jego ojciec ma na imi臋 Jan. Witaj Emilio”
***
Weronika by艂a coraz bardziej niespokojna. Matka, jej matka, cudownie odmieniona od wczoraj, zachowywa艂a si臋 nieco dziwnie od poranka. Po pierwsze wsta艂a bardzo wcze艣nie. Po drugie, przygotowa艂a 艣niadanie i zrobi艂a Weronice kanapki do pracy, po trzecie pod艣piewywa艂a pod nosem, a po czwarte i najbardziej niepokoj膮ce, postanowi艂a wyj艣膰 z domu na spacer. Nie by艂oby w tym nic dziwnego, ale Emilia nigdy wcze艣niej nie chodzi艂a na spacery, cho膰 okolica, w kt贸rych znajdowa艂 si臋 ich dom, 艣wietnie si臋 do tego nadawa艂a. Ta nag艂a energia rozpieraj膮ca wiecznie narzekaj膮c膮 Emili臋 mog艂a wzbudzi膰 niepok贸j i wzbudzi艂a, a ten偶e przerodzi艂 si臋 w przestrach, kiedy po powrocie do domu Weronika nie zasta艂a matki w domu. Dziewczyna nie wiedzia艂a, co ma robi膰. Telefon Emilii spoczywa艂 na komodzie w jej sypialni, godziny mija艂y, a Weronika zacz臋艂a ju偶 odchodzi膰 od zmys艂贸w ze strachu o matk臋. I wtedy zad藕wi臋cza艂 dzwonek u drzwi. Dziewczyna pofrun臋艂a prawie ku drzwiom wej艣ciowym, a za ni膮 pofrun膮艂 Juliusz. Wiedzia艂, 偶e jego podopieczna jest na skraju psychicznej wytrzyma艂o艣ci. Spogl膮daj膮c przez szybki w drzwiach Juliusz ze zdumieniem ujrza艂 Anastazego, kt贸ry z szerokim u艣miechem na twarzy sta艂 za plecami Ma膰ka. Ten za艣 w odr贸偶nieniu od swojego Str贸偶a min臋 mia艂 niet臋g膮.
Weronika utworzy艂a drzwi. Na widok ch艂opaka z parku dos艂ownie os艂upia艂a ze zdziwienia. W g艂owie ko艂ata艂y si臋 pe艂ne emocji pytania – Co on tu robi? Jak mnie znalaz艂. Czego chce? I na lito艣膰 bosk膮, gdzie jest mama?
I w艂a艣nie to ostatnie pytanie wyrzuci艂a z siebie z gwa艂towno艣ci膮: Gdzie jest moja mama? A potem posypa艂y si臋 nast臋pne: Czy co艣 jej zrobi艂e艣? A mo偶e j膮 te偶 nazwa艂e艣 biu艣ciastym pasztetem? I rozp艂aka艂a si臋. Orzechowe oczy nape艂ni艂y si臋 艂zami, a te wartkim strumieniem sp艂yn臋艂y po policzkach dziewczyny. Maciej nic nie opowiedzia艂. Wiedziony instynktem przekroczy艂 pr贸g domu i wzi膮艂 Weronik臋 w ramiona. Nie zwraca艂 uwagi na nag艂膮 sztywno艣膰 jej cia艂a. Przytula艂 dziewczyn臋 mocno i g艂adzi艂 r臋koma jej plecy, dot膮d, dop贸ki szloch nie ucich艂, a pe艂ny biust Weroniki mi臋kko nie przywar艂 do jego klatki piersiowej. Ponad ich g艂owami spotka艂y si臋 spojrzenia Juliusza i Anastazego. Anio艂y zgodnie unios艂y swoje skrzyd艂a i otoczy艂y nimi dwoje m艂odych ludzi, kt贸rzy znale藕li do siebie drog臋. A ci stali przytuleni do siebie w ciszy, ws艂uchuj膮c si臋 w bicie swoich serc.
Tymczasem w parku dwoje ludzi w dojrza艂ym wieku siedzia艂o obok siebie na 艂awce. M臋偶czyzna o posiwia艂ych skroniach trzyma艂 za r臋k臋 kobiet臋, kt贸ra z wdzi臋kiem opiera艂a g艂ow臋 na jego ramieniu. Oczy mia艂a zamkni臋te, a spod powiek wyp艂ywa艂y jej 艂zy. Emilia nie mog艂a uwierzy膰 w to, co si臋 wydarzy艂o. Do wczoraj samotna, opuszczona, zgorzknia艂a, z poczuciem niespe艂nienia we wszystkich obszarach swojego 偶ycia kobieta, dzisiaj czu艂a si臋 tak, jakby los otworzy艂 przed ni膮 jasne wrota szcz臋艣cia i rozmaitych mo偶liwo艣ci. U boku czu艂a ciep艂o i si艂臋 m臋skiego cia艂a. To by艂o cia艂o Jana, jej Janka, kt贸remu odda艂a serce, ale nigdy nie pozwoli艂a podzieli膰 ze sob膮 偶ycia. Zap艂aci艂a za to s艂ono i omal nie straci艂a swojej c贸rki. A to w艂a艣nie ona – Weronika swoim krzykiem, swoim rozpaczliwym protestem przeciwko rzeczywisto艣ci przywr贸ci艂a j膮 do 偶ycia. Dlatego, kiedy okaza艂o si臋, 偶e to w艂a艣nie syn Janka obrazi艂 Weronik臋, nazywaj膮c j膮 biu艣ciastym pasztetem i ona, i Jan zrozumieli, 偶e oto przeznaczenie zatoczy艂o p臋tl臋 i ich dzieci znalaz艂y si臋 w takiej samej sytuacji, jak kiedy艣 oni sami. Emilia nie waha艂a si臋, tylko poda艂a Ma膰kowi adres domu. Ojciec natomiast spojrza艂 synowi w oczy i powiedzia艂 : „Od ciebie Maciej, zale偶y teraz los nas wszystkich. Je艣li nadal uwa偶asz, 偶e c贸rka Emilii zas艂uguje na twoje szczere przeprosiny, to id藕 do niej i nie przynie艣 mi wstydu.
Maciek poszed艂, a Jan zapatrzy艂 si臋 w oczy Emilii.
- Szuka艂em ci臋, Emilio – powiedzia艂. Szuka艂em ci臋 bardzo d艂ugo, a ty by艂a艣 tak niedaleko – doda艂 cicho. Emilia po艂o偶y艂a mu palec na ustach.
- Ciii , Janku. Wida膰 w艂a艣nie tak mia艂o by膰. Nasze dusze wybra艂y tak膮 drog臋. Najwa偶niejsze, 偶e si臋 znowu spotkali艣my. Jan z czu艂o艣ci膮 przytuli艂 Emili臋 i szepn膮艂 jej do ucha – Teraz ju偶 nie pozwol臋 ci uciec. Kobieta przylgn臋艂a do m臋偶czyzny z ufno艣ci膮 i odpar艂a – Nigdzie nie zamierzam ucieka膰, Janku. Ju偶 nie.
Za 艂awk膮, kt贸r膮 teraz mo偶na by 艣mia艂o nazwa膰 艂awk膮 szcz臋艣cia, na trawniku ta艅czy艂y dwa anio艂y. Z ich rozpostartych skrzyde艂 s膮czy艂 si臋 taki blask, 偶e przechodz膮cy alej膮 ludzie przecierali ze zdumienia oczy. Walery z Joachimem nie posiadali si臋 z rado艣ci. Nagle u szczytu alei pojawi艂a si臋 m臋ska posta膰 w bia艂ym garniturze. Anio艂 dobrych My艣li - szepn膮艂 Walery do Joachima. Kiedy艣 mi powiedzia艂, 偶e przyjdzie taki czas, 偶e wszystko odwr贸ci si臋 na dobre. Poprosi艂 jedynie, 偶ebym nie traci艂 nadziei i wierzy艂 bez wzgl臋du na wszystko. Tak zrobi艂em. Anio艂 Dobrych My艣li zbli偶y艂 si臋 do Joachima i Walerego i zapyta艂:
- Nie uwa偶acie, 偶e to, co si臋 sta艂o zas艂uguje na kielich nektaru? Ja zapraszam. I poszli, a ludzie zastanawiali si臋, co to za jasna smuga nagle pojawi艂a si臋 na parkowej alei? Ni to chmura, ni to mg艂a. Szybko jednak znikn臋艂a i 偶ycie potoczy艂o si臋 dalej.
taki optymistyczny koniec.... chcia艂oby si臋 jeszcze i jeszcze...
OdpowiedzUsu艅Lubi臋 optymistyczne zako艅czenia. Pozdrawiam cieplutko 馃挒
Usu艅Pi臋knie by艂o to opowiadanie. Szkoda, 偶e si臋 sko艅czy艂o
OdpowiedzUsu艅Wszystko si臋 kiedy艣 ko艅czy 馃グPozdrawiam cieplutko 馃槝
Usu艅Pi臋kne s膮 te Anielskie opowiadania i po przeczytaniu 艣wiat staje si臋 jakby troszk臋 lepszy, troszk臋 pi臋kniejszy .馃挄
OdpowiedzUsu艅Pi臋kna recenzja. 艢licznie dzi臋kuj臋, Aniu 馃槝
Usu艅Dzi臋kuj臋 za te opowiadanie :) Jako艣 mi na duszy tak ja艣niej, w ten szary, zimowy dzie艅 ;) 艢ciskam :) Id臋 czyta膰 dalej ;)
OdpowiedzUsu艅Bardzo prosz臋. Cieszy mnie niezmiernie, 偶e podoba Ci si臋 to, co pisz臋 馃挒
Usu艅Wzruszy艂am si臋 na koniec. Masz jakie艣 nast臋pne szufladowe pomys艂y?
OdpowiedzUsu艅Mo偶e za jaki艣 czas co艣 si臋 znajdzie. 馃Dzi臋kuj臋 , Maniu za to wzruszenie 馃槝
Usu艅