Kiedy zbliża się sezon letni i zaczynam przebierać nogami, aby już, już lecieć do ogrodu, by sadzić, ukwiecać, przesadzać, wymyślać nowe aranżacje, przypominają mi się nasze ogrodowe początki. Coś się w głowie rodziło, nabierało kształtów, napotykało na kłopoty w realizacji, ale powolutku, konsekwentnie szło do przodu. Pierwszym dużym przedsięwzięciem było wytyczenie miejsca na taras i schodki na skarpie. Cała reszta była jednym wielkim znakiem zapytania. Pamiętam jednak radość przekuwania pomysłów w czyn i odhaczanie kolejnych etapów.
Ogród zmieniał się i przeżywał swoje wzloty i upadki. Najgorsze były zalania i zniszczenia, jakie robiły. Płakałam rzewnymi łzami nad każdą ubłoconą roślinką.
Ale zawsze i my, i nasz ogród podnosiliśmy się z upadku 😍 Teraz trudno mi sobie wyobrazić, że kiedyś niektóre miejsca w naszym ogrodzie porastała trawa i nie kwitły tam kwiaty. W ogóle trudno mi sobie wyobrazić, że kiedyś w ogóle nie chciałam nic robić w ogrodzie, a jego istnienie było na dalekim planie i nie stanowiło żadnego problemu. A teraz nie wyobrażam sobie życia bez tego kawałka ziemi, gdzie odżywa moje serce i raduje dusza. Los jest przewrotny 😉




Cudowne miejsce . Ja jeszcze kilka lat temu w ogóle nie interesowałam się ogródkiem , małżonek posadził iglaki i tuje, których ja nie znoszę i tak było przez kilkanaście lat, aż pewnego dnia zapragnęłam zmienić to miejsce, z dużą pomocą mojego brata posadziłam pierwsze różaneczniki i azalie i od tego się wszystko zaczęło , a teraz często zastanawiam się, jak ja mogłam żyć bez tego mojego ogródeczka . Pozdrawiam Aluniu💗
OdpowiedzUsuńWszystko ma swój czas najwyraźniej. Cieszmy się swoimi ogrodami. Pozdrawiam cieplutko 🥰
Usuńlubię piękne ogrody i inne miejsca zielone, ale .. jako dziecko pracowałam na działce, zbierało się zioła, kwiaty lipy, owce głogu, tarninę, itp. Od tego czasu w podświadomości mam, że to obowiązek a nie przyjemność (ciekawe, że zbieranie ziół i owoców nadal chętnie wykonuję). Teraz też mam "przymus" ogarniania sporego domostwa aby całkowicie nie porosło zielskiem i nadal nie odczuwam z tego tytułu przyjemności. Życie bywa przewrotne.
OdpowiedzUsuńZnam to z doświadczenia. I mnie mama goniła do pracy na działce, kazała zrywać owoce itp... I wszystko trzeba było robić pod dyktando i nie było miejsca na inwencję twórczą. Podejrzewam, że i mnie skojarzenie z nielubianym obowiązkiem trzymało długo w bezruchu. Tyle, że we mnie obudziła się potrzeba oswajania ogrodowej rzeczywistości, która pod moim wpływem zupełnie zmieniła swoje oblicze. Dlatego może czuję się bardziej jak twórca, a nie jak "niewolnik" 😉 Nie powielam wzorca i to daje mi poczucie wolności i sprawczości zarazem 🥰Pozdrawiam cieplutko 😘
Usuń