Z przyjemnością oglądam zdjęcia naszego ogrodu, zwłaszcza w tych miesiącach, kiedy zieloność i kwietność jeszcze śpią. Za każdym razem zdumiewa mnie bujność kwiecia, a przede wszystkim fakt, że jest to kwiecie sadzone moją własną ręką 😉 Nigdy się bowiem nie uważałam za ogrodniczkę, a już jakiekolwiek sukcesy w tej dziedzinie wydawały mi się zupełnie nieosiągalne. A jednak życie przyniosło mi niespodzianki w tej materii. Teraz ogród jest po prostu częścią mnie samej. Zagospodarowując kolejne spłachetki ziemi, sadząc na nich kwiaty i inne rośliny, doznaję swoistego odrodzenia tego, co we mnie głęboko tkwiło przez wiele, wiele lat. Hortiterapia w najczystszej i najgłębszej postaci 😍
Dwa zdjęcia przedstawione powyżej, przedstawiają część ogrodu, na której długo nic nie było. Kiedy zaczęliśmy coś robić, żeby zmienić ugór w kwitnąca krainę, czynniki zewnętrzne, o których szkoda już pisać, spowodowały, że bez mała wszystko, co udało się zrobić, uległo zniszczeniu. Zanim zakwitło tak, jak widać, wyglądało następująco:






oj warta, bardzo warto :)
OdpowiedzUsuń💞💞💞💞
Usuń