Przejdź do głównej zawartości

"Kubek z fiołkami" - odcinek 3.


 

Juliusz i Walery – niemi świadkowie tej sceny pobledli. Przez ich anielskie oblicza przeleciał cień niepokoju, a skrzydła drgały nerwowo. Juliusz uczynił ze swych skrzydeł coś na kształt schronu i otoczył nimi łkającą cicho Weronikę. Patrzył z wyrzutem na Walerego. Ten natomiast czuł, że ma przyzwolenie na zrobienie czegoś, na co od jakiegoś czasu miał coraz większą ochotę. A była to chęć wyrwania Emilii z emocjonalnego letargu, w jakim się pogrążyła wiele lat temu. Nie wiedział, jak ma to zrobić, ale czuł, że właśnie teraz musi działać. I on także użył swych skrzydeł, ale nie tak jak to uczynił Juliusz. Walery rozpostarł swoje szeroko, a potem uderzył Emilię w czoło, a potem w ramię, a potem w kark i jeszcze raz w czoło. Na koniec sięgnął poniżej pleców, uniósł Emilię do góry i opuścił gwałtownie na siedzisko fotela. Kobieta nie krzyczała. Była zdumiona i przerażona, była poruszona i wstrząśnięta, ale jednocześnie poczuła, że otwierają się w jej głowie, w jej sercu dawno zamknięte drzwi i okna, przez które zaczyna się sączyć dziwne światło. To światło było jasne i złote jednocześnie, ciepłe i orzeźwiające i napełniało ją po brzegi. Emilia rozejrzała się wokół. Za oknem zapadał zmierzch, ale w pomieszczeniu było świetliście. W tym świetle kobieta dostrzegła stojącą już cicho dziewczynę, która była jej córką. Z dłoni dziewczyny ciągle na podłogę kapała krew, a po policzkach toczyły się łzy. Emilia zerwała się z fotela. Poły szlafroka rozchyliły się, ukazując niezbyt ładną koszulę nocną, opinającą się lekko na obwisłych piersiach kobiety. Zbliżyła się do Weroniki i objęła ją, niezdarnie przytulając do siebie. Ciało dziewczyny usztywniło się w nagłym zdumieniu, ale szybko zmiękło, przywierając mocno do matczynej piersi. Z oczu obu kobiet popłynęły łzy, ale nie były znakiem bólu i goryczy. Te łzy były oczyszczające i kojące, na które każda z kobiet czekała od dawna.

Juliusz popatrzył na Walerego z podziwem. Nigdy się nie odważył skarcić i to tak dosadnie, swojej podopiecznej. Wiedział zresztą, że jest to zakazane. Domyślił się jednak, że Walery dostał zgodę na to, co zrobił Emilii. W każdym razie, ucieszył się w imieniu swoim i Weroniki. Anioły spoglądały z cichym zadowoleniem na scenę, która rozgrywała się przed ich oczami. Emilia ciągle przytulała do siebie Weronikę, choć ta już nie płakała, wzdychała tylko głęboko i tkwiła w ramionach matki, jak w bezpiecznej kołysce. Starsza kobieta delikatnie gładziła plecy młodszej i szeptała jej do ucha: „Już dobrze, dziecinko, już dobrze. Nic się nie stało. Już dawno powinnam była wyrzucić ten kubek do śmieci, już dawno.” A potem pociągnęła swoje jedyne dziecko w kierunku stojącej pod ścianą sofy. Usiadła na niej, a Weronice gestem pokazała, żeby ta usiadła przy niej. Dziewczyna wykonała ciche polecenie matki. Emilia ujęła w swoje dłonie skaleczoną dłoń Weroniki, obróciła ją wnętrzem do góry i powiedziała: „Trzeba to opatrzyć. Powinno się szybko zagoić, ale to paskudne skaleczenie.” Dziewczyna tkwiła w bezruchu. Była zdumiona, a w głowie miała pustkę. Nie pamiętała bowiem, kiedy mama była dla niej tak serdeczna i opiekuńcza. Dlatego dziewczyna nie wiedziała, co ma myśleć, a tym bardziej powiedzieć. Milczała zatem i obserwowała Emilię, która raźnym jak na nią krokiem, udała się do łazienki po podręczną apteczkę, a potem sprawnie, ale delikatnie oczyściła ranę, przyłożyła do niej jałowy gazik, a potem obwiązała dłoń dziewczyny bandażem. Od czasu do czasu podnosiła wzrok na twarz Weroniki i uśmiechała się ciepło. To wszystko było tak niesamowicie dziwne, takie piękne i dobre, że oczy młodszej kobiety znowu napełniły się łzami, a te już spokojnym, acz obfitym strumieniem popłynęły po okrągłych policzkach.

W końcu, dziewczyna zachrypniętym od krzyku i płaczu głosem odezwała się do matki.

Mamo, przepraszam. Przepraszam za to, co zrobiłam, ale nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Miałam taki trudny dzień, spotkała mnie pewna przykrość iii… w tym momencie z głębi ciała Weroniki wydarł się szloch, tak głęboki i bolesny, że przestraszona Emilia spojrzała na córkę z wielkim niepokojem.

- Dziecko, dziecko, co się z tobą dzieje, co się stało, czy ktoś cię skrzywdził ?

I wtedy, Weronika opowiedziała swojej matce zdarzenie z parku. Emilia jej wysłuchała w całkowitym milczeniu, ale jednocześnie z jakimś dziwnym błyskiem w oku.

- Biuściasty pasztet…. Tak cię nazwał ten człowiek?

Kiedy uzyskała od córki potwierdzenie, westchnęła głęboko i skierowała zamyślone spojrzenie w przestrzeń rozpościerającą się za oknem.

- Mnie także dawno temu ktoś tak nazwał” – dodała kobieta.

Kolejny raz fala zdziwienia zalała Weronikę. Ta kobieta, która siedziała obok niej na sofie nie przypominała zupełnie dawnej Emilii. Zniknęło pogardliwe, a jednocześnie cierpiętnicze skrzywienie ust, oczy nie rzucały złych błysków. Kobieta, którą Weronika nazywała swoją matką, zmieniła się w kogoś, kogo dziewczyna nie znała. Patrzyła na nią z niedowierzaniem i pragnęła, żeby ten cud, bo jak to można było inaczej nazwać, trwał jak najdłużej, a najlepiej, żeby po prostu z nimi został.

Cdn... 

Komentarze

  1. No pięknie jest! Czekam na dalszy ciąg!

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, jest pięknie❤️ Twoje opowiadania Aluś, to nie tylko przyjemność czytania , ale też chwilka zadumy i wzruszenia. 🥰

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie Ci dziekuję, Aniu za te ciepłe słowa 💞💞💞

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nowy początek

Napiszę wprost. Szukam nowego miejsca dla siebie. Przez 15 lat regularnie prowadziłam pamiętnik "odchudzania" na portalu poświęconym tej tematyce. Opcja prowadzenia pamiętnika okazała się być fantastyczna, bo nie tylko pozwalala pisać o perturbacjach związanych z pozbywaniem się nadmiaru kilogramów, ale dzięki dzieleniu się swoimi przemyśleniami z innymi osobami powstała społeczność świetnych ludzi, a konkretnie kobiet, z którymi połączyła mnie przyjaźń nie tylko wirtualna. A teraz vitalia, bo o tym portalu mowa, likwiduje funkcję pamiętników. Wyrzuca nas. Dlaczego? Z przyczyn generalnie finansowych, bo nie kupujemy jej diet, nie korzystamy z innych płatnych funkcji, tylko piszemy o życiu. W sumie rozumiem, żaden to interes. Nikt już nie pamięta o wcześniej wykupowanych abonamentach, o reklamie, jaką robiłyśmy jej przez lata pomiędzy swoimi znajomym, o sympatii i przede wszystkim tego, że ożywiałysmy portal liczbą wejść. Nic już się nie da zrobić, a ja szukam miejsca na swoje...

Dzień drugi...

Na początku postanowiłam odliczać. Podejrzewam, że będę to działanie kontynuować do 15 grudnia. Wtedy zakończy się pewna epoka w moim życiu. Epoka pamiętnika na vitalii. Kiedy zakładałam ten pamiętnik, nie podejrzewałam nawet, jak ważny stanie się dla mnie i jak ważne będą dla mnie osoby, które dzięki temu poznam, a przede wszystkim, jak ważna będzie przemiana moich myśli i rozmaitych refleksji w słowa, którymi dzieliłam się z czytelniczkami moich zapisków.  To dziwne uczucie, kiedy trzeba pożegnać się z czymś,  co stanowiło stały element prawie każdego dnia i pogodzić się z decyzją, która w żaden sposób nie zależała od ciebie. Takie jednak jest życie. Składa się z początków i zakończeń i wygląda na to, że mamy na taki układ wpływ minimalny. Nie ukrywam swojego smutku i pozwalam mu płynąć. Jestem jednak z gruntu osobą, która nie lubi za długo oglądać się wstecz. Dlatego wyznaczam sobie datę 15 grudnia, do której będą się w moich wpisach pojawiać refleksje związane z przemijani...

Pada śnieg...

 Pierwszy śnieg. Dzień trzeci ...  W chwili obecnej najbardziej pochłania mnie uczenie się technicznych możliwości bloga. Trzeba tegoż bloga   jakoś  poukładać i  nadać mu osobisty charakter. Nie jest to łatwe. W końcu jestem panią 60+ , choć nie wyglądam 😉. Właściwie to mnie nawet wkurza, że się mnie bez mała siłą wtłacza w ramy seniorki. Dla mnie to słowo nie ma zbyt pozytywnego znaczenia, a starość i młodość od zawsze oznaczały stan ducha i umysłu, a nie wskazania metrykalne. Pogodzić się jednak muszę z faktem, że wszelakie nowinki techniczne, przynajmniej na początku utrudniają mi życie. Na szczęście lubię się uczyć. 😊 Wczoraj sypnęło pierwszym śniegiem w tym roku. Najpierw deszcz się ze śniegiem mieszał, a potem ustąpił miejsca białym płatkom, a one przez noc zrobiły swoje. O poranku przywitał mnie za oknem świat baśniowy. Nie przepadam za zimowym okresem, ale nie mogę mu odmówić spektakularnej urody, kiedy wszystko staje się dziewiczo białe, a krajo...