Przejdź do głównej zawartości

Coś napiszę 💞


Może trzeba by było coś skrobnąć na blogu, żeby całkiem nie zaginął w internetowej przestrzeni. Nie mogę się pochwalić zawrotną ilością obserwatorów, ani żywiołowością komentarzy i to mnie w pewnym sensie zniechęca do tworzenia rozmaitych treści. Wychodzi na to, że potrzebuję interakcji bardziej niż mi się wcześniej wydawało. 

Rozpoczęte jakiś czas temu anielskie opowiadanie utknęło w miejscu i nie chce ruszyć dalej. Czekam na powrót weny twórczej, a ona chwilowo ma mnie w nosie. No cóż... Bywa i tak. Myślę, że jest to między innymi wynik rozmaitych nierozwiązanych węzełków w moim życiu, które co prawda troszkę się rozluzowały, ale jednak nie rozplątały całkowicie. I nie potrafię się od nich uwolnić mentalnie, niestety. 🫤

Trochę mi w tym swoistym kociokwiku  pomaga praca w ogrodzie, której oddaję się z lubością, kiedy tylko pogoda na to pozwala. Teraz nie pozwala, bo pada deszcz. Z deszczu się bardzo cieszę, bo ziemia sucha jak pieprz, ale już zimno i ciemne niebo wiszące nad ziemią cieszą mnie mniej. Czy nie mogłoby być tak, że w dzień świeci słoneczko i jest umiarkowane, miłe ciepło, a w nocy pada spokojny, rzęsisty deszcz 🤔 Widać nie może ku mojemu niezadowoleniu. 

Kończy się tulipanowy czas. Trochę mi żal. To moje ulubione kwiaty. Cóż jednak zrobić? Trzeba się cieszyć tym, co jest. Szkoda jednak, że ich koniec przypadł na wilgotny, wietrzny okres i jak wreszcie wkroczę do ogrodu, to zobaczę jedynie gołe łodygi lub w najlepszym wypadku smętne resztki płatków. I to jest bardzo smutny widok dla mnie.  Dobrze, że do kwitnienia szykują się różaneczniki, azalie i piwonie. Ogród zmieni  swoje oblicze i nadal będzie piękny 😊



Komentarze

  1. na Vitali było łatwiej o komentarz bo wchodziło się codziennie.

    OdpowiedzUsuń
  2. codziennie "z automatu i odruchu niekontrolowanego" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Racja, vitalia i wchodzenie na nią było utrwalonym nawykiem. Teraz jest inaczej... Pozdrawiam cieplutko 🌷😊🌷

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja, przez mój brak gmaila na fb nie dostaję Twoich odpowiedzi bo powiadomienia znikają idąc na nieistniejące konto. Coś źle zrobiłam bo za każdym razem nadal jestem na pierwszym wpisie, a znajduję dostęp przez wyszukiwarkę pisząc datę, Otrzymuję informację, że nie znaleziono, ale pojawia się napis pokaż wszystkie, klikam i pojawia mi się ostatni wpis.
    Ja myślę, że na Vitalii było się z racji częstych wpisów bardziej zainteresowanym tym - co tam u innych dziewczyn - i to tworzyło społeczność.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nowy początek

Napiszę wprost. Szukam nowego miejsca dla siebie. Przez 15 lat regularnie prowadziłam pamiętnik "odchudzania" na portalu poświęconym tej tematyce. Opcja prowadzenia pamiętnika okazała się być fantastyczna, bo nie tylko pozwalala pisać o perturbacjach związanych z pozbywaniem się nadmiaru kilogramów, ale dzięki dzieleniu się swoimi przemyśleniami z innymi osobami powstała społeczność świetnych ludzi, a konkretnie kobiet, z którymi połączyła mnie przyjaźń nie tylko wirtualna. A teraz vitalia, bo o tym portalu mowa, likwiduje funkcję pamiętników. Wyrzuca nas. Dlaczego? Z przyczyn generalnie finansowych, bo nie kupujemy jej diet, nie korzystamy z innych płatnych funkcji, tylko piszemy o życiu. W sumie rozumiem, żaden to interes. Nikt już nie pamięta o wcześniej wykupowanych abonamentach, o reklamie, jaką robiłyśmy jej przez lata pomiędzy swoimi znajomym, o sympatii i przede wszystkim tego, że ożywiałysmy portal liczbą wejść. Nic już się nie da zrobić, a ja szukam miejsca na swoje...

Dzień drugi...

Na początku postanowiłam odliczać. Podejrzewam, że będę to działanie kontynuować do 15 grudnia. Wtedy zakończy się pewna epoka w moim życiu. Epoka pamiętnika na vitalii. Kiedy zakładałam ten pamiętnik, nie podejrzewałam nawet, jak ważny stanie się dla mnie i jak ważne będą dla mnie osoby, które dzięki temu poznam, a przede wszystkim, jak ważna będzie przemiana moich myśli i rozmaitych refleksji w słowa, którymi dzieliłam się z czytelniczkami moich zapisków.  To dziwne uczucie, kiedy trzeba pożegnać się z czymś,  co stanowiło stały element prawie każdego dnia i pogodzić się z decyzją, która w żaden sposób nie zależała od ciebie. Takie jednak jest życie. Składa się z początków i zakończeń i wygląda na to, że mamy na taki układ wpływ minimalny. Nie ukrywam swojego smutku i pozwalam mu płynąć. Jestem jednak z gruntu osobą, która nie lubi za długo oglądać się wstecz. Dlatego wyznaczam sobie datę 15 grudnia, do której będą się w moich wpisach pojawiać refleksje związane z przemijani...

Pada śnieg...

 Pierwszy śnieg. Dzień trzeci ...  W chwili obecnej najbardziej pochłania mnie uczenie się technicznych możliwości bloga. Trzeba tegoż bloga   jakoś  poukładać i  nadać mu osobisty charakter. Nie jest to łatwe. W końcu jestem panią 60+ , choć nie wyglądam 😉. Właściwie to mnie nawet wkurza, że się mnie bez mała siłą wtłacza w ramy seniorki. Dla mnie to słowo nie ma zbyt pozytywnego znaczenia, a starość i młodość od zawsze oznaczały stan ducha i umysłu, a nie wskazania metrykalne. Pogodzić się jednak muszę z faktem, że wszelakie nowinki techniczne, przynajmniej na początku utrudniają mi życie. Na szczęście lubię się uczyć. 😊 Wczoraj sypnęło pierwszym śniegiem w tym roku. Najpierw deszcz się ze śniegiem mieszał, a potem ustąpił miejsca białym płatkom, a one przez noc zrobiły swoje. O poranku przywitał mnie za oknem świat baśniowy. Nie przepadam za zimowym okresem, ale nie mogę mu odmówić spektakularnej urody, kiedy wszystko staje się dziewiczo białe, a krajo...