Przejdź do głównej zawartości

Posty

Mędrczyni z nutą tajemnicy...

Tak mnie widzi sztuczna inteligencja. Pozwoliłam jej dobrać dowolny wizerunek do wybranej fotografii. Mędrczyni z nutą tajemnicy... Ależ mi AI schlebiła 😊 A ja ciągle mam wątpliwości, czy powinniśmy ulegać "magii" tworzenia sztucznych światów? Czy powinniśmy uciekać od prawdy w iluzję, szukać alternatywnych rzeczywistości? A z drugiej zaś strony, jeśli traktujemy to jako zabawę, to dlaczego nie? Może to sztuczne narzędzie pomoga nam dostrzec w sobie to, czego my nie widzimy? Ja tak naprawdę ciagle czepiam się swojego wyglądu i rzadko kiedy patrzę na siebie jak na piękność. A tu chat generuje mi obraz mnie w zupełnie nieoczekiwanej aranżacji i co widzę? Zachwycającą postać, emanującą spokojem i łagodnością. I podoba mi się to, co widzę, i odsłania mi jakąś głębię, a na dodatek pokazuje, jak mogą mnie widzieć inni... A może, jeśli wierzyć teorii reinkarnacji, czy innej wędrówki dusz  byłam kiedyś mędrczynią z nutą tajemnicy? 

Pierwsza pełnia w nowym roku ...

  I znowu pełnia.🌝 Pierwsza w 2026 roku. Rozpoczyna się kolejny cykl księżycowych zdarzeń i naszych ludzkich marzeń przy okazji. 😉W każdym razie zadziwił mnie dzisiaj widok Księżyca w oknie sypialni. Nie spodziewałam się go zupełnie. Kiedy jednak już  spojrzał na mnie swoim srebrnym okiem, postanowiłam go uwiecznić. Pełna pełnia jest, co prawda jutro, ale co to szkodzi, skorzystać z nadarzającej się okazji. Być może jutro już takiej nie będzie.  Czas świąteczny mija powolutku. Jeszcze chwila i będę chować bożonarodzeniowe ozdoby do pudeł i rozbierać choinkę. Nie lubię tego zajęcia, choć lubię już porządek i przestrzeń, jakie się potem robią w mieszkaniu. Ludzka natura jest jednak przewrotna. 😉 Od soboty zalegnie już u nas poświąteczna cisza, bo goście wyjeżdżają. I znowu, nie lubię pożegnań, ale już ciszę, jaka pozostaje po ostatnim akordzie świątecznej wizyty,  lubię 😉I zasadniczo cieszę się, że okres świąteczny już się kończy i wdzięczna jestem Najwyższemu, że ...

"Przebudzenie Łukasza Farta" - odcinek 2.

  *** Aldona Jawna wpatrywała się w monitor komputera. Czekała na wiadomość. Tak naprawdę nie wiedziała, dlaczego na nią czeka. Wiadomości od Łukasza zawsze były skąpe, sarkastyczne i drażniące. Odpowiadała na nie w podobny sposób i chyba to pasowało jej rozmówcy. Poznali się kiedyś  na jakimś forum dotyczącym gier komputerowych. Aldonę zdumiała wiedza Łukasza. Teksty, które wnosił do toczących się dyskusji były inteligentne i bardzo konkretne. Żadnego zbędnego słowa, żadnej paplaniny, czysty konkret. Spodobało jej się to i napisała mu o tym. Przyjął jej pochwałę milczeniem, ale za jakiś czas zaproponował kontakt na priv. Aldona poczuła się wyróżniona. Rozmawiali o niuansach gier, które ich oboje fascynowały, wymieniali się doświadczeniem, czasem śmiali się z popełnianych przez innych graczy błędów. Łukasz doceniał jej trafne uwagi, nawet chwalił od czasu do czasu nietypowe rozwiązania. Na tym polu rozumieli się doskonale. I tylko na tym, albowiem nie...

W oczekiwaniu na Nowy Rok ...

Tkwię aktualnie w dziwnym międzyczasie. Niby jest po świętach, ale jednocześnie przed świętami. Niby wszystko wróciło do poświątecznej normalności, ale już z tyłu głowy coraz głośniej odzywa się myśl, że kolejne święta przed nami. Oczekiwanie na Nowy Rok staje się coraz bardziej niecierpliwe, gorączkowe i pełne nadziei. A przecież nic wielkiego się nie stanie. Po prostu zaczniemy nowy cykl szybko przemijających miesięcy i ani się obejrzymy, jak za rok znowu wpadniemy w sieć międzyczasu.  Nie należę do osób skrupulatnie planujących kolejny rok. Życie pisze takie scenariusze, że trudno cokolwiek do końca przewidzieć. Możemy oczywiście sobie ustalić ogólne założenia, co do tego, co byśmy chcieli, aby się zrealizowało, ale tylko tyle. Moim zdaniem oczywiście. Jeśli jednak ktoś woli zaplanować sobie wszystko, co do ostatniego szczegółu, to ja oczywiście tego nie neguję. Nie wykluczam też, że osobom, które wolą taki sposób działania, potrzebne jest poczucie sprawczości i jednocześnie utr...

"Przebudzenie Łukasza Farta" - odcinek 1.

Na szczycie pokrytej grubą warstwą kurzu szafy siedział nieduży anioł. Prawie nie było go widać zza rozmaitych pudełek ułożonych w wysokie stosiki. Poza tym był szary. Nie wiadomo, czy po prostu taki był, czy popielaty nalot na skrzydłach stał się wynikiem unoszącego się w powietrzu i opadającego także na jego postać wszędobylskiego kurzu. Ogólnie nie sprawiał najlepszego wrażenia. W niczym nie przypominał swoich świetlistych anielskich braci pełnych blasku i dostojeństwa. Nie miał wspaniałych skrzydeł, ani pięknej szaty. Nosił zwykłe dżinsy i sportową koszulkę, miał zmierzwione włosy i tylko sterczące u ramion nieco nastroszone skrzydełka pozwalały pojąć, że nie jest to zwyczajny chłopiec, ale anioł. Na imię mu było Feliks, co sam uznawał za drwinę, albowiem czego jak czego, ale szczęścia w potocznym tego słowa znaczeniu, w anielskim Feliksie nie było. Nie biegał po rajskich łąkach, nie spotykał się z innymi aniołami...

Po świętach ...

  Święta szczęśliwie przeminęły i obyło się bez większych napięć, choć te oczywiście się pojawiły, bo jakże inaczej ? 🤔😉 Nie dałam się im jednak pochwycić w samonakręcający się wir. To takie moje małe zwycięstwo, a może nawet więcej niż małe. Mogę zatem być wdzięczna Duchowi Świąt za dar spokoju. W wigilię pojawił się śnieżny puder i sprawił, że grudniowy świat pojaśniał. Barszcz wigilijny wyszedł mi koncertowo, jarzynka do karpia podobnie. Resztę zrobił W. i ogólnie było i nadal jest pysznie. A że człek najedzony po korek to zupełnie inna historia. To jest ta ciemna strona świąt 🤔😉 A teraz już spokój ... 

Zaduma w dzień przed Wigilią 🤔

  Nadszedł ostatni dzień gorączkowej przedświątecznej krzątaniny. Jutra już nie liczę, bo dzień Wigilii ma swoje prawa i rytuały i tego nie zmienię, ani nie chcę tego robić. I tak będzie mniej pracy niż zazwyczaj bywało. Kiedyś, kiedy żyły nasza mama i babcia wiele prac robiło się na ostatnią chwilę. Lepiło się pierogi i uszka, smażyło się karpia, robiło gołąbki z ryżem i grzybami oraz gotowało się barszcz. Nie liczę prac pomniejszych. Gdzieś około 17-tej tata już ubrany świątecznie, dopytywał się, kiedy wreszcie usiądziemy do stołu, na co mama reagowała nerwowo, miotając  się z rozwianym włosem przy kuchence. Cisza nastawała, kiedy wreszcie szła do łazienki, uprzednio surowo wszystkim przypominając, żeby zmówili modlitwę przed kolacją. Wszyscy oddychali z ulgą i czekali, kiedy wyłoni się odświeżona, uczesana i pachnąca ulubionymi perfumami. Wtedy gromadziliśmy się wokół stołu, tata zapalał świece, a mama ujmowała w ręce opłatek i wygłaszała życzenia. Nie było czytania fragmen...